Justyna z mężem Wojciechem oraz dziećmi (Marią, 7 lat, i Mikołajem, 5 lat) mieszka tu już 14. rok. – Zajmujemy piętro rodzinnego domu męża – mówi. – Dzielimy go z jego dziadkami. Przez te lata nasze mieszkanie przeszło wiele metamorfoz, ale teraz w pełni odpowiada potrzebom naszej piątki, bo w skład rodziny wchodzi także seter szkocki Alex – dodaje ze śmiechem.

Osiągnąć ideał

Na pierwszy ogień poszła ściana między kuchnią i jadalnią. Nie została jednak do końca wyburzona, więc na pograniczu pomieszczeń powstał półwysep-barek. Dzieli on powierzchnię na praktyczną, roboczą (kuchnia) i bardziej elegancką (jadalnia). – Półotwarta przestrzeń gwarantuje więcej światła i powietrza – mówi Justyna. –  W drugą stronę, czyli między jadalnią a salonem, mogliśmy zrobić tylko prześwity, ponieważ ściana okazała się nośna. Poszerzyliśmy więc otwór przeznaczony na drzwi, ile się dało. Dla wzmocnienia efektu spójności przestrzeń łączą jednakowa podłoga i kolorystyka. Biel, szarości, beże i czerń można spotkać w każdym pomieszczeniu. Przy okazji dziękuję za pomoc szwagrowi, którego firma budowlana wykonuje dla nas wszystkie remonty i który dzielnie znosi moje wymysły i zmiany.

Marzenia do spełnienia

Mieszkanie Justyny i Wojtka ciągle się zmienia. – Inspirują mnie wnętrzarskie magazyny i blogi – mówi gospodyni. – Mój gust ewoluuje, a ponadto zwyczajnie nie lubię stagnacji. Staram się, aby dom żył, aby domownicy z radością do niego wracali. U nas zawsze dużo się dzieje, uwielbiam urządzać przyjęcia tematyczne i urodziny dla dzieci. Chętnie pomagam w szkole przy organizacji imprez, bo świadomość, że mam swój wkład w urządzanie świata, sprawia mi frajdę. Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa, jeśli chodzi o nasz dom – dodaje ze śmiechem. – Marzy mi się żeliwna koza na pograniczu jadalni. Będę rozwijać blog (Mojbialydomek.blogspot.com) oraz profil na Facebooku (Biały domek Justyna Majewska). Pomysłów nigdy mi nie zabraknie!