Grzegorz, zobacz, jakie ładne osiedle, tu, koło Nadarzyna. Obejrzymy na żywo? – zapytałam męża, pokazując mu w magazynie wnętrzarskim reklamę domków deweloperskich. – Dwa lata później wprowadziliśmy się do jednego z nich – wspomina Katarzyna. Para z 10-letnią córką zamieszkiwała wówczas apartament w centrum stolicy. I choć żyło się tam wygodnie, doskwierał im wielkomiejski szum, pośpiech. – Chcieliśmy zwolnić, poczuć kontakt z naturą, częściej spoglądać w niebo, a rano pić kawę w ogrodzie – dodaje Kasia.

Mała Anglia

Architektura osiedla inspirowana była stylem staroangielskim. – To właśnie nas urzekło! Domki w jednej konwencji. Żadnych krzykliwych kolorów – mówią właściciele. – Doszliśmy do wniosku, że wnętrze powinno współgrać z otoczeniem. Klimat loftu nie byłyby tu na miejscu. Postawiliśmy więc na klasykę. Ale z przymrużeniem oka. Jak puzzle Przygotowaniem aranżacji zajęła się pani domu – wykształcony plastyk, artystyczna dusza specjalizująca się w tworzeniu kolaży  i malowaniu na jedwabiu (Jedwabnie.blogspot.com), home stager. – Urządzając pokoje, bawiłam się jak puzzlami. Od początku, małymi kroczkami, dopasowywałam poszczególne elementy – tłumaczy projektantka. – Najpierw pojawiła się kolorystyka ścian, potem – główne meble (sofa, fotele). I wtedy stwierdziłam,
że muszę czymś ożywić wnętrza, więc wprowadziłam czerwień, błękit, szachownice, ręcznie robione dekoracje. Pod konkretne miejsca w domu przygotowywałam kolaże. W styl klasyczny wplotłam nastrój nieco tajemniczy, surrealistyczny, przełamany nowoczesnością. Udało się? – pyta. Bardzo!