Plan był prosty: nowy blok, parter lub pierwsze piętro, zero remontu. Życie? – Szybko okazało się, że najbardziej optymalny wybór wskazywał na mieszkanie, którego początkowo nie braliśmy pod uwagę – opowiada Ewa. – Lokalizacja, dobry rozkład wnętrz, dobre wykończenie oraz atrakacyjna cena przeważyły szalę. Wybraliśmy budownictwo z lat 70. XX wieku i czwarte piętro. Wtedy bałam się tej decyzji, ale dziś wiem, że obróciła się ona na dobre: mamy trzy wygodne pokoje, mnóstwo słońca i ciszę wokoło.

Nic pochopnie

Ewa i Adam urządzali się stopniowo. – Wszystko było przemyślane, zaplanowane i dostosowane do naszego budżetu, a przy tym satysfakcjonujące nas pod względem estetycznym  – mówi gospodyni. – Nie lubię pochopnych decyzji ani zakupów. Miało być funkcjonalnie, przestronnie i jasno. Zastanawiając się nad wyborem mebli, dopasowaniem ich do metrażu i planu pomieszczeń, szybko doszłam do wniosku, że najlepiej w koncepcję wpasowują się rzeczy z IKEA. To mi odpowiadało, bo nie są one drogie, a ja z uporem realizuję swoją filozofię osiągania dobrego efektu małym kosztem. Dlatego więc większość naszych mebli pochodzi stamtąd.

Miłość do pasteli

Biel miała być podstawą aranżacji. Nad wyborem barw uzupełniających Ewa zastanawiała się tylko do chwili, gdy na jednym z portali wnętrzarskich poznała Aleksandrę Krzewińską (notabene mieszkającą niedaleko Namysłowa!), zakochaną w pastelach. – Gdy zobaczyłam jej mieszkanie, pełne ciepła i uroku, poczułam, że to coś dla mnie! – mówi Ewa. – Wprowadziłam pastele do naszego domu, ale – aby jednak efekt nie był zbyt cukierkowy – dodałam też nieliczne czarne akcenty. Całość nie kosztowała fortuny, a – moim zdaniem – jest  klimatyczna i przytulna.