Gdy Urszula i Wojciech kupowali 64-metrowe mieszkanie w starej warszawskiej kamienicy, było w opłakanym stanie. Istna ruina. Właściciele i projektantka dostrzegli w nim jednak potencjał. Wyobraźnia podpowiadała, że można je zmienić w prawdziwą perełkę. Spotkanie Uli i Wojtka z Joanną Kroh przyniosło wspólną wizję, jak wnętrze ma wyglądać – tak klarowną, że Joanna mogła realizować ją, konsultując się z gospodarzami jedynie pocztą elektroniczną.

Czar kamienicy

Ula i Wojtek nie chcieli typowego „M” w nowoczesnym bloku, ich zdaniem – bezdusznym. Natomiast stara kamienica gwarantowała unikalny klimat, który w swoim projekcie Joanna Kroh potrafiła doskonale wydobyć. W wysokich na ponad trzy metry pomieszczeniach zachowała charakterystyczne zaokrąglenia na styku ścian z sufitem, a delikatną szarość ścian odcięła od bieli sklepienia wąziutką listwą sztukateryjną. Drewniane drzwi w dawnym stylu (z przeszkleniami) powstały na zamówienie w pracowni stolarskiej, podobnie jak stojąca w salonie biblioteka. Dębowy parkiet, ułożony tradycyjnie w jodełkę, został zaolejowany (a nie zwyczajnie polakierowany), by lepiej wydobyć ponadczasowe piękno drewna i by było bardziej ekologicznie. Wysokie, 10-centymetrowe listwy przypodłogowe mają w górnej części dekoracyjne fazowanie charakterystyczne dla stylowych wykończeń, co dodaje wnętrzu elegancji.

Antyk wielce pożądany

Chociaż wyposażenie jest w większości nowoczesne, w każdej ze stref mieszkania znajdziemy stary mebel. W części dziennej są to stół i witryna, w nocnej – stylowe biurko. – Nie lubię kompletów typu fotel i kanapa tego samego producenta. Wolę zestawianie różnych – mówi Joanna.  Opowiada się też za poddawaniem mebli metamorfozom. – Jeśli decydujemy się na kuchnię z marketu, zmieńmy w niej uchwyty, do mebli z sieciówki warto dodać jeden niepowtarzalny. Gdy wkomponujemy go w wyposażenie, nasz dom nie będzie wyglądał jak sklep meblowy i zyskamy w wystroju coś własnego, oryginalnego.

Stworzone dla nich

Przy urządzaniu mieszkania Joanna miała dużą swobodę, lecz dokładnie wiedziała, czego oczekują zleceniodawcy. – Lubię ściśle współpracować z właścicielami, bo to daje większe szanse na trafienie w dziesiątkę z projektem. Mimo dzielącej nas odległości poszło świetnie – wyjaśnia projektantka. – Obdarzyli mnie zaufaniem. A gdy weszli do wnętrza, od razu w nim się odnaleźli. To dla mnie wielka satysfakcja!