Ewa od lat myślała o zmianie mieszkania. Jednak na co dzień zajęta pracą zawodową (zajmuje się marketingiem w wielkiej firmie) i licznymi pasjami (między innymi gotowaniem) odkładała decyzję z miesiąca na miesiąc, marząc o mieszkaniu w starym budownictwie – wysokim, z piękną stolarką drzwiową i okienną oraz wiekowymi drzewami blisko domu.  

Dobry impuls

Pewnego dnia uświadomiła sobie, że w ten sposób na zawsze pozostanie w miejscu, które przestało spełniać jej oczekiwania i które niespecjalnie lubi. No i ruszyła do boju! W ciągu tygodnia znalazła mieszkanie w kamienicy z 1928 roku na starym Żoliborzu, w jednej z dzielnic Warszawy. – Wymagało generalnego remontu, a nawet przebudowy – opowiada Ewa. – Spełniało jednak moje oczekiwania, a ponadto było świetnie usytuowane pod względem komunikacyjnym. Natychmiast się na nie zdecydowałam.

Wspólne dzieło

Nowa właścicielka zdawała sobie sprawę, że bez dobrej ekipy stworzenie „nowego w starym” się nie uda. Wyburzenie ścian, przeprojektowanie  instalacji wodno-kanalizacyjnych i elektrycznych, a potem urządzenie z polotem powstałych wnętrz wymagało siły fachowej. – Właściwie wiedziałam, jak ma wyglądać mój dom, w jakim duchu chcę go zaaranżować – mówi gospodyni – ale wolałam się skonsultować z ekspertem. Znajomi polecili mi projektantkę Katarzynę Stefańską (Katarzynastefanska.com). Od razu poczułyśmy do siebie wielką sympatię, a każde kolejne spotkanie ją pogłębiało. Zaprzyjaźniłyśmy się. Kasia dosłownie czytała w moich myślach. Podobało mi się, w jaki sposób podkręca moje pomysły. Nabrałam do niej takiego zaufania, że pozwoliłam jej uruchomić całą kreatywność. Z dnia na dzień przesyłała swoje propozycje, a ja w większości je akceptowałam. Po prostu te pomysły były zgodne z moimi potrzebami i wyobrażeniami o tym domu. Jak udana była to współpraca, docenim na co dzień, mieszkając tu tak wygodnie i miło.