Żeby do nas trafić, trzeba skręcić z głównej drogi prowadzącej do ,,centrum” wsi i przejechać dwa kilometry drogą w głąb lasu – opowiada Agnieszka. – Ale nie jesteśmy  w nim sami, tworzymy miniosadę. Pierwsi sprowadzili się tutaj przyjaciele moich rodziców, potem rodzice, następnie my kupiliśmy działkę, ale dopiero gdy na świecie miała pojawić się Gosia, postanowiliśmy właśnie tu postawić nasz dom – dodaje. I ona, i Robert zachowali czułe wspomnienia dzieciństwa w domach z ogródkami, o tym samym marzyli dla swoich dzieci. Teraz mają nawet własny las pełen jeżyn i grzybów, śpiewu ptaków i tajemniczych szelestów. A także rzekę, a jesienią… rykowisko!  

Byfyj z marzeń

Kupili gotowy projekt domu, lekko go tylko zmienili, zmniejszając np. wyjście na taras, by w kuchni mógł stanąć byfyj, czyli tradycyjny śląski kredens. Jeszcze go nie mieli, ale pani domu widziała
mebel w wyobraźni – dużą wersję, malutkiego kredensiku, którym bawiła się w dzieciństwie! I jakiś czas później upolowała go (do gruntownej renowacji) na Olx.pl. Dom wybudowali błyskawicznie (Małgosia odliczała czas!), Agnieszka urządzała go, opiekując się maluchami i z niemowlęciem na ręku. To dlatego tu tak dużo IKEA. – Sklep zamykano o 21, a my jeszcze wynosiliśmy pudła – śmieje się. Wnętrza są jasne, bo tak jest przestronniej i weselej, poza tym służą Adze jako tło podczas sesji fotograficznych. Jej ukochane pastele pojawiają się w części dziennej z umiarem (nie mogła tego zrobić swoim chłopakom!), ale piętro już zdominowały – na słodkie sny i radosne poranki!