Wiesław  mieszka tu zaledwie od 2,5 roku, a wnętrza wyglądają na dobrze zasiedziane. Pełne tkanin, starych mebli i bibelotów. I pomyśleć, że w poprzednim lokum podczas przyjmowania gości jedna z koleżanek skrytykowała wystrój i dodała: „Zrób coś z tym!”. Nasz bohater przyznaje, że nie zwracał uwagi na swoje otoczenie i można było je postrzegać jako zlepek rzeczy niepasujących do siebie. To się zmieniło, gdy kupił nowe mieszkanie. Poprosił Monikę – ową estetkę, która wcześniej go zganiła – o pomoc.

Po nowemu

Monika chętnie się zgodziła, ale nie miałem pojęcia, w co się pakuję! – mówi pan domu. Śmieje się, że nawet nie podejrzewał, ile czasu i pieniędzy to przedsięwzięcie pochłonie. Znajoma okazała się wymagająca i konsekwentna, więc we współpracy konieczna była doza dyplomacji, gdy Wiesław czasem miał chęć iść na skróty. Teraz wie, że warto było poddać się swojego rodzaju dyktatowi. Jego mieszkanie ma wyraźny charakter i, co najważniejsze, gospodarz doskonale się w nim czuje. Choć nigdy nie był kolekcjonerem, ba, nawet nie przyszłoby mu do głowy pójść na pchli targ, spodobało mu się poszukiwanie ciekawych rzeczy do domu. Sam zaczął bywać na starociach i brać udział w internetowych aukcjach. Nawet,  zaproszony, spenetrował garaż znajomych.

Obudziła się w nim żyłka myśliwska i choć na początku nie był pewien swoich wyborów, teraz wie, co mu się podoba i co pasuje do jego mieszkania.

Szczęśliwy posiadacz

Wszystkie prace trwały pół roku. To był bardzo intensywny czas – nie tylko dla gospodarza! W wyposażaniu kuchni wzięli udział także znajomi i przyjaciele. Od nich spływały rozmaite utensylia kuchenne w błękicie i turkusie oraz takie, które mogły poszczycić się odpowiednio starym wyglądem. Gospodarz śmieje się, że niespodziewanie stał się właścicielem 100-letniego tłuczka do ziemniaków, porcelanowego wiadra na odpadki, ręcznie malowanego wiejskiego zegara z kukułką i kompletu porcelany.  O konsolach, fotelach na kapryśnie wygiętych nóżkach i stolikach nawet nie wspomina, ale widać, że jest z nich dumny.