Każdy, kto po raz pierwszy przekracza próg mieszkania Bartka, otwiera usta ze zdziwienia. Och! Potem pada pytanie: ,,Czy tu mieszka książę?”. Nie. Tu mieszka stylista fryzur i były tancerz. Umiłowanie rzeczy pięknych i niebanalnych wyniósł z domu rodzinnego.  Jak wspomina, to jego mama  wyrobiła w nim poczucie smaku. Uzdolnienia manualne też otrzymał w genach. Krążą legendy o dziadku Januszu, który w prezencie z okazji rocznicy ślubu wyhaftował dla swojej żony całą pościel, a w latach 70. XX wieku zrobił dla niej drewniane termowałki. Mama Bartka – Aleksandra Mika – jest projektantką wnętrz, a więc większość rodziny to artystyczne dusze…

Wyszukane zakupy

Bartek dużo czasu spędza na planach filmowych i modowych sesjach. Kreacja to jego żywioł! Nieraz udowodnił, że byłby również świetnym projektantem wnętrz (urządzał kolejne wynajmowane mieszkania). – W pewnym momencie zrezygnowałem z wynajmu i wróciłem do rodzinnej Nysy. Planowałem otwarcie salonu fryzjerskiego we Wrocławiu – opowiada. – Obserwowałem aukcje internetowe i odwiedzałem targi staroci w poszukiwaniu wyposażenia. Kiedy zobaczyłem komplet waniliowych mebli z francuską metryką, nie zastanawiałem się ani chwili.

Zmiana lokalizacji

„Chcesz usłyszeć śmiech Boga? Opowiedz mu o swoich planach”. Otwarcie salonu z przyczyn losowych nie wypaliło, a Bartek został z masywnymi i ciężkimi meblami. Postanowił szybko znaleźć dla nich adres, pod którym zostaną na dłużej. I meble, i on. Mieszkania szukał w starej kamienicy, nie wyobraża sobie życia w apartamentowcu. Nie było go jednak stać na salony. Do obecnego lokum przyciągnęły go świetna lokalizacja i fakt, że cały budynek był po generalnym remoncie. Uzbrojony w centymetr skrupulatnie wymierzył, czy na pewno jego wymagające meble zmieszczą się na tak małej
powierzchni. O samej przeprowadzce i zdziwionych, a raczej zniesmaczonych, minach tragarzy wnoszących meble do tak mikroskopijnego wnętrza Bartek mógłby napisać epopeję z wątkiem komediowym. Mógłby też postarać się o tytuł naukowy z logistyki!