Urszula, miłośniczka ludowej architektury i folkloru Podhala, wróciła do Poronina (z Krakowa, gdzie studiowała architekturę), by spełniać swoje marzenie: o krajobrazie, który jak za dawnych czasów wypełniałyby pachnące żywicą chałupy, o domach zbudowanych ze świerkowych płazów i miejscowego kamienia, o drzwiach wejściowych i sosrębach rzeźbionych w rozety, pasy i roślinne ornamenty. Podobne do tych, które podziwiać można m.in. w wybudowanej przez Stanisława Witkiewicza, a dziś zabytkowej zakopiańskiej willi Koliba. – Ołówek i szkicownik towarzyszyły mi od małego – wspomina. Gdy się przygotowywałam do egzaminów na krakowską architekturę, doskonaliłam warsztat pod okiem znanego zakopiańskiego architekta, Andrzeja Orłowskiego. Za jego namową ruszałam na szlaki, by rysować zarówno proste chałupy, jak i zabytki, takie jak piękny kościółek na Jaszczurówce, sanktuarium na Wiktorówkach czy willa Pod Jedlami. To wtedy pokochałam piękno podhalańskiej architektury.

Miłość do tradycji

Gdy po latach, poszukując pomysłu na życie, Urszula zaprojektowała Górską Osadę w Poroninie, podążała wzorem dawnej tradycyjnej sztuki budowlanej. Na polanę nad rzeką Poroniec zwoziła drewno i skały z pobliskiego kamieniołomu, zatrudniając najlepszych cieśli, mistrzów z dziada pradziada. Szukała doświadczonych mszarzy, by ocieplili jej chaty zgodnie z tradycyjną góralską metodą, tnąc drewno na długie wióry i tworząc z nich skrętki składające się na ładne i równe wzory pomiędzy balami. Budowę nadzorowała każdego dnia, równocześnie pracując nad projektami mebli i zamówieniami. Cieszy się, że większość drewnianych elementów wykonali lokalni rzemieślnicy i artyści. Zrobili to naprawdę pięknie, dowodząc kunsztu podhalańskiego rzemiosła.