Pojedziesz ze mną na Mokotów obejrzeć mieszkanie? Chcę je kupić – poprosił Mariusza kolega. – A może ty też coś dla siebie znajdziesz? Kto wie, może dostaniemy rabat za dwa? Gdy Mariusz wszedł
do zaproponowanego mu przez dewelopera dwupoziomowego loftu, urzekły go przestrzeń, wysoki sufit, stalowe schody oraz olbrzymie okno. – Wyjrzałem przez nie i oniemiałem z zachwytu. Przede mną roztaczała się panorama centrum Warszawy. Wieżowce, zieleń i niebo miałem niemalże na wyciągnięcie ręki – wspomina.

Polski Manhattan

Od tamtego pamiętnego dnia minęły trzy lata. Mariusz stał się właścicielem loftu na 7. i 8. piętrze. Jego kolega zamieszkał niżej. – Do dziś jestem mu wdzięczny za to, że wskazał mi apartamentowiec Qbik. Świetnie się tu mieszka. Wygoda, spokój. No i te cudne momenty, gdy zapada zmrok, a za oknem wyłania się zarys oświetlonych drapaczy chmur. Niczym w Nowym Jorku – uśmiecha się.

Jasna koncepcja

W momencie zakupu loft był w stanie deweloperskim. Wszędzie beton, puste pomieszczenia. Na dolnej kondygnacji hol, WC, kuchnia, salon i schody. Na górnej – antresola z miejscem na bibliotekę, sypialnia z garderobą i łazienka. Nowy właściciel od początku wiedział, co gdzie stanie w jego M. – Tak mam. Gdy podoba mi się wnętrze, w głowie w mig powstają szczegółowe aranżacje wnętrz – wyznaje. – Kominek po jednej stronie okna, sofa – po drugiej, stół bliżej kuchni. Antresolę koniecznie przeszklimy i zrobimy na niej kameralną sypialnię… Właśnie tak to widziałem.

W stronę loftu

Wątpliwości nie budził również styl wymarzonego mieszkania. – Miał być loftowy. Ale nie w stu procentach surowy, na bazie betonu i metalu. Postanowiłem wpleść w niego trochę elementów nowoczesnych, klasycznych oraz z recyklingu – opowiada pan domu. Przykład to blat stołu w jadalni zrobiony ze starych zniszczonych drzwi. – Kocham stare drzwi. Są dla mnie symbolem przejścia z jednego świata do drugiego. Jakiś czas temu zebrałem dziesiątki skrzydeł pochodzących z XIX-wiecznych kamienic w Krakowie. Przechowuję w magazynie (jeszcze nie wiem, co z nimi zrobię!). To jasne, że nie mogło ich zabraknąć w nowym domu!