Wielorodzinny dom, leżący początkowo na podopolskiej wsi, po upływie lat przypisany do przedmieść Opola, należał do rodziny Rafała od trzech pokoleń. Mimo wysiłków nikomu nie udało się dotrzeć do informacji, kiedy dokładnie powstał. – W trakcie remontu znaleźliśmy w podłodze kilka dokumentów datowanych na 1921 rok – opowiadają właściciele. – Można więc śmiało założyć, że nasz dom to stuletni staruszek. Na samą myśl o tym, że możemy w jego poddasze tchnąć nowe życie, ciarki przebiegły nam po plecach.

Nowy początek

Przygotowania zajęły im pół roku, sam remont trwał grubo ponad trzy lata. A to dlatego, że większość prac, także tych budowlanych, Rafał wykonał razem ze swoim tatą, bez angażowania dodatkowej ekipy. Jedynie do wymiany dachówki zatrudnili specjalistyczną firmę. – Całkowicie zmieniliśmy układ pomieszczeń, zburzyliśmy wszystkie ściany wewnętrzne, dobudowaliśmy 10-metrową lukarnę, by zyskać dodatkową powierzchnię użytkową – wylicza bez zająknięcia. Sami powiększyli wnęki okienne, wymienili elektrykę, kanalizację, a nawet wyłożyli podłogi, ściany i sufity wełną mineralną.

Sztuka kompromisu

Oboje przyznają, że koncepcja wnętrza była wspólna, ale z nich dwojga to Kasia częściej ustępowała. Jej początkowe wyobrażenie jasnego skandynawskiego mieszkania stopniowo zajęła sugerowana przez Rafała wizja przestrzeni o charakterze loftowym, wypełnionej surowymi materiałami oraz ręcznie wykonanymi meblami. Z czasem nawet takie pomysły, jak odkryta żelbetowa konstrukcja w salonie, zaczęły spotykać się z jej entuzjazmem. Tym bardziej, gdy okazało się, że świetnie się komponuje ze starym drewnem oraz jej ukochanymi meblami inspirowanymi ikonami dizajnu.