Ania to wulkan energii. Jeździ na nartach, nurkuje – jednym słowem uwielbia wyzwania. W życiu prywatnym i zawodowym. Sama żartuje, że nie potrafi usiedzieć bezczynnie w miejscu. W końcu tyle się dzieje wokół… Szkoda życia na nudę. A więc Ania układa kwiaty (jest florystką), ustawia scenografie na uroczystości ślubne i przyjęcia weselne, organizuje sesje zdjęciowe. Kipi pomysłami, a kreatywnością stara się zarażać dzieci, Kostka i Justynkę. – Wciąż im powtarzam, że mogą stworzyć w życiu wszystko, o czym zamarzą. Myśl rodzi się w głowie, wystarczy ją tylko zrealizować – mówi.

Tu zaszła zmiana...

No właśnie. Skoro Ania potrafi upiększać te najważniejsze chwile w życiu innych, dlaczego nie miałaby wyczarować z panieńskiej kawalerki najpiękniejszego miejsca na ziemi dla swojej rodziny? – Kiedy mieszkałam sama, 33 m2 w zupełności mi wystarczały – wspomina. – Ale kiedy poznałam Pawła, a potem na świecie pojawiały się dzieci, stwierdziliśmy wspólnie, że czas pomyśleć o zmianach. Mieszkanie zostało zmodyfikowane na tyle, na ile pozwalał jego układ. Przede wszystkim z widnej kuchni udało się wygospodarować drugi pokój dla dzieci. – To ważne, żeby miały swoje królestwo, dlatego przenieśliśmy kuchnię do salonu, który jednocześnie jest też naszą sypialnią – wyjaśnia Ania.

Wariacje na ścianach

Po niewielkim remoncie nadeszło wreszcie to, co gospodyni kocha najbardziej, czyli urządzanie. – Lubimy z Pawłem styl eklektyczny, może dlatego, że dużo rzeczy nam się podoba – mówi. Ich mieszkanie łączy nowoczesną klasykę z przytulnym stylem skandynawskim. Wspólną pasją właścicieli jest motoryzacja. – Położyliśmy na ścianach tapetę w kratkę, bo kojarzy nam się z chorągiewką startową. Oryginalną dekorację dostała również ściana w łazience – z… porostu! – opowiada Ania. Uwielbia rodzinne wyprawy do lasu. Teraz las przyszedł do niej.