Przez rok Katarzyna negocjowała cenę stumetrowego mieszkania. Udało się! Teraz ma widok na stare miasto i na jezioro, taras pełen kwiatów i... pełnię szczęścia. Tak właśnie chciała mieszkać, tu dobrze się czuje wśród bliskich (mąż Tomek i dzieci: Nela i Tolek) i ma energię do zadań, które stawia przed sobą. Apartament początkowo składał się z dwóch mieszkań – połączenie ich powierzono pracowni architektonicznej. 

Słodka Francja

Ostateczny kształt nadali mu sami. Przez kilka miesięcy wszystkie wieczory spędzali na buszowaniu w internecie i przeglądaniu magazynów wnętrzarskich. Szukali inspiracji, a także konkretów, czyli mebli i dodatków w stylu wnętrz francuskich. Eleganckich, ale z fantazją. Obydwoje lubią antyki, Kasi zależało, by wnętrza były jasne i lekkie, z buduarową nutką. Złamane róże i fiolety, zgaszone beże i sporo bieli sprawiły, że udało się uzyskać wymarzony klimat. Pani domu zadbała nawet o najmniejsze detale, nie zostawiając niczego przypadkowi. Ma to we krwi, bo dziadkowie byli złotnikami, mama nadal uprawia ten zawód, a ona pielęgnuje swoje zamiłowanie do rękodzieła. Uważa, że w pewnym sensie kontynuuje rodzinną tradycję. Z miłości do pięknych przedmiotów stworzyła firmę La Moonella. Projektuje i wykonuje unikatowe dekoracje do pokojów dziecięcych.

Idealny projekt

Gospodarze uważają, że przestrzeń ich mieszkania jest doskonale zaplanowana. Salon, kuchnia i jadalnia tworzą wygodną strefę dzienną, sypialnie i łazienki nieco wyizolowaną strefę nocną. Pokoje nie są duże, ale każdy członek rodziny ma swój azyl. Większość mebli i stolarka były zrobione na zamówienie u lokalnego stolarza. Wyszły świetnie. Katarzyna cieszy się także, że zdali z mężem ważny egzamin, jakim jest wspólne urządzanie mieszkania. Tomek zajął się planowaniem przestrzeni i finansów, a ona szukaniem wyposażenia. On zrezygnował z ulubionego angielskiego stylu, a Kasia poszła na ustępstwo w czym innym. Uznała, że szukanie kompromisów było miłe.