Aleksandra zawsze kochała granaty i niebieskości – w dzieciństwie napatrzyła się na włocławski fajans u babci. To od niej nauczyła się dbałości o detale. We wspomnieniach przetrwały babcine falbanki, błękitna kratka i ciepłe ciasto na stole.

W rodzinie siła

Oboje z Sebastianem byli zgodni co do tego, że po studiach wrócą do rodzinnego Opoczna. Pragnęli być blisko rodziny i przyjaciół. Dlatego, gdy tylko pojawił się pomysł zagospodarowania działki graniczącej z domem rodziców, nie wahali się ani chwili. Kiedy architekt dokonywał ostatnich szlifów w projekcie bryły, Ola już myślała o wnętrzach. Fundamenty wykopali jeszcze bez ekipy, za to
z pomocą najbliższych. Ściany postawili murarze, ale cała reszta powstała w wyniku rodzinnej współpracy. W pocie czoła na budowie uwijali się Sebastian, jego tata, jak również tata Oli.    

Pędzle w ruch

Gdy zakończył się etap ciężkich prac, Aleksandra mogła przystąpić do działania. Miała już przemyślaną wizję, ale często ceny wymarzonych mebli ścinały z nóg. Wtedy przerabiała to, co było pod
ręką. Rodzina i przyjaciele podarowali im sporo funkcjonalnych sprzętów, piękny stół odnalazł się w komórce, a stolik kawowy powstał ze szkolnej ławki. Przez kilka miesięcy Ola nie rozstawała się z farbą i pędzlami – jeśli akurat nie malowała mebli czy lodówki, to właśnie tworzyła kwitnące obrazy (w przerwach szyjąc kapy i poduszki!). Dziś wszyscy są zadowoleni z efektów. Dzięki intensywnej pracy i wsparciu najbliższych powstał dom, o jakim zawsze marzyli – sielski i przytulny, jak z babcinych opowieści.