Ten niespełna stumetrowy dom składa się z czterech pomieszczeń: liczącego 60 m2 salonu z kuchnią, jadalnią oraz antresolą, a także sypialni, łazienki i pomieszczenia gospodarczego. W najwyższym punkcie sufit jest na wysokości pięciu metrów! Nie znajdziemy tu telewizora, ale jakieś 18 m2 książek ułożonych w dwóch rzędach w wysokiej bibliotece, dwa tarasy i mnóstwo zieleni.

Loftowood. Co to jest?

– To nasz dom – śmieje się Katarzyna. – Czasem go tak nazywamy, bo łączy w sobie cechy drewniaka i loftu. Od początku wiedzieliśmy, że będzie prosty, przestrzenny i jasny.  I że chcemy tu spędzać czas wspólnie. Pierwsze pół roku szukaliśmy prawdziwej starej stodoły do adaptacji na cele mieszkalne, ale nic sensownego się nie trafiło (albo rudera, albo właściciel nie chciał sprzedać, albo drogo). Postanowiliśmy więc, że stodołę wybudujemy sobie sami! (śmiech)

Podobny gust

Priorytetem były przestrzeń otwarta aż do kalenicy i duże okna. Michał sam rozrysował wstępny szkic domu, uwzględniając wszystkie potrzeby i oczekiwania. – Potem o pomoc poprosiliśmy tarnogórskiego architekta, Zbigniewa Staniszewskiego – opowiadają gospodarze. – Wprowadził fachowe poprawki i przetworzył nasze bohomazy w prawdziwy projekt, który zrealizował tartak z Kalet. Z urządzeniem wnętrz nie było problemu, bo mamy zbliżone upodobania. Lubimy styl skandynawski, więc jest u nas trochę rzeczy ikeowskich, proste drewniane regały, ale także meble rodzinne – w tym sekretarzyk po dziadkach Michała z Rusinowic i wiejski taboret z domu mojej babci ze wschodu Polski. Mamy też sprzęty wyszperane na targach staroci, np. teatralne fotele (Fibrocit) pochodzące z Brukseli (poddaliśmy je renowacji), metalową szafkę wykorzystywaną do archiwizacji kart bibliotecznych czy lampy przemysłowe. Kupiliśmy także wiekowy regał piekarniczy. Lubimy łączyć stare z nowym według naszej fantazji.

Podróże inspirują

Kasia i Michał z każdej przywożą coś wyjątkowego. Na ogół to rękodzieło, które kochają, ale zdarzają się też i inne pamiątki, np. sadzonki roślin! W ich domu można natrafić na przedmioty pochodzące z Rumunii, Serbii, Bośni, Hercegowiny, Albanii, Mołdawii, Ukrainy i rodzimego Podlasia. – To nie tylko przypominajki, ale przede wszystkim ozdoby nadające domowi indywidualny styl, nasz styl – dodaje Kasia na zakończenie.