Azyl w wielkiej płycie

 Azyl w wielkiej płycie

Anna pracuje na warszawskim lotnisku Okęcie. Gdy wraca do domu, staje się żoną i mamą na pełny etat. Dzięki świetnej organizacji znajduje jednak czas na swoje hobby – urządzanie wnętrz, renowację staroci, drobne prace rękodzielnicze.

Fot. Marcin Czechowicz

Trudno uwierzyć, że to typowe M w bloku. Niewielkie mieszkanie przepełnia duch wnętrz retro – co jest zasługą pani domu.

Jeżeli słyszysz, że ktoś mieszka w warszawskiej dzielnicy Stegny, od razu przed oczami staje ci blok z wielkiej płyty, a raczej całe osiedla z nich powstałe. Gdy więc Anna przesłała do naszej redakcji zdjęcia swojego mieszkania, nie mogliśmy uwierzyć, że mieści się ono w bloku! Po gorących zapewnieniach od razu zapadła decyzja: robimy tu sesję!

Niespodzianka w każdym kącie!

Ania przyjęła stylistkę Jolantę Musiałowicz i fotografa Marcina Czechowicza w dżinsach, kwiecistej bluzce i fioletowym szalu efektownie podkreślającym ciążowy brzuszek (dziś Julian ma już cztery miesiące). Nasza ekipa była zachwycona niewielkim mieszkaniem. – Najpierw wszystko po kolei oglądałam – opowiada Jola – i nie mogłam się nadziwić, że przy takiej ilości drobiazgów wszędzie panuje wzorowy porządek. – To zasługa organizacji i rodzinnego współdziałania – mówi pani domu. – Mąż Maciej stara się mi pomagać, uczę też dzieci, 13-letniego Kamila i 3-letnią Basię, porządkowania po sobie. Bywa z tym różnie – śmieje się – ale stale nad tym pracujemy. Ponadto sprzątanie mam chyba we krwi. Robię to na bieżąco, do tego dokładnie pamiętam, gdzie co stoi i nie mam problemu z „ogarnięciem” wszystkiego. – Gdy już udało się nam ustawić kadr, kątem oka zauważam coś wyjątkowego, np. skrytego za firanką, i aranżację trzeba było układać od nowa – wspomina sesję stylistka. – Ania nie ułatwiała zadania, bo raz po raz pokazywała kolejne cacko – dodaje ze śmiechem. – To efekt mojej manii kolekcjonerskiej – żartuje gospodyni.

Serce do rzeczy z duszą

Ania od zawsze lubiła kreować przestrzeń – nigdy nie udawało się jej niczego urządzić do końca, bo natychmiast zaczynała od nowa, coś przemalowuje, przestawia. – Już jako dziecko zwoziłam od babci zdjęcia, serwetki, obrazki, walizki. Żelazko z duszą mam do tej pory – wyjaśnia. – Uwielbiam rzeczy z historią, na których znać ząb czasu. Teraz odwiedzam targi staroci, np. Olimpię i giełdę na Żeraniu (Warszawa). Wyszukuję ciekawe przedmioty na Allegro.pl i Olx.pl. Podoba mi się idea wyprzedaży garażowych, choć mało popularna jeszcze u nas. Ja sprzedaję rzeczy, które mi się opatrzą. Kogoś innego ucieszą, a ja zyskuję środki i miejsce na nowe skarby.

Ocena: 0
Tekst: Maria Stańczyk Zdjęcia: Marcin Czechowicz

POLECANE ARTYKUŁY