Poznaliśmy się w… jeziorze – dosłownie (oboje uwielbiamy pływać!) – podczas obozu studenckiego i od razu wiedzieliśmy, że „my to my”. Zamieszkaliśmy w wieżowcu, a potem w chatce z piernika na północnym krańcu Polski, który nosi historyczną nazwę Natangia. Na koniec wylądowaliśmy w lesie, w Sołtysach, mniej więcej w połowie drogi między Wieluniem a Praszką. Tu żyjemy na skraju czasu, trochę w innym świecie (kto wie, może to właśnie ten prawdziwy?) i tak nazwaliśmy nasz dom: „Na skraju czasu”. Z lasu powstałeś i w las się obrócisz – może tak będzie z nami?

Pod górkę

Zawsze tak żyliśmy, choć czasem próbowano nas wtłoczyć w ramki, nadać formę zbliżoną do poprawnej, ale my otrzepywaliśmy się z tego i z radością robiliśmy swoje. Coś wesołego, coś szalonego, żeby zaprzeczyć marazmowi wokół i przy tym bawić siebie i innych. Budujemy swój świat, a jeśli za wiele od niego wymagamy – mamy pod górkę! Wtedy sprzedajemy dom, w którym zrobiliśmy kilkanaście przemalowań, rewolucji meblowych i który już błaga: „Dajcie mi wreszcie święty spokój!”, i szukamy nowego lokum, czyli– nowego wyzwania! I znajdujemy! A przy okazji pojawiają się nowi przyjaciele, nowe przestrzenie, nowe pomysły.

Lubimy kropki

… nie da się ukryć! Są na ścianach, zasłonkach, zdarzają się na naczyniach i pościeli. Ich obecność nie ma żadnej rozsądnej przyczyny. Podobnie jak literki
i paski. (– Te na kominku sam malowałem! – chwali się Grześ.) Kropki są niedorosłe, a że bycie dorosłym bywa nudne i kojarzy się nam z koturnowatością i niewypadaniem (poza ramy tego, co wypada!), więc my stoimy w kontrze! Dlatego z pasją urządzamy każdy dom, w którym mieszkamy – zwłaszcza mąż działa na tym polu. Ja zaś z upodobaniem szyję przytulAnki. Staram się, by były unikatowe, zaskakiwały nawet mnie. Wykrawając nożyczkami części szmacianek, nie używam szablonu, wolę, by to tkanina, jej wzór i faktura podpowiedziały mi kształt. Nigdy nie wiem, co powstanie po zszyciu przytulAnki. Czasem decyduje szczegół albo jego brak, np. kura bez oczu (ale po co oczy ślepej kurze?) albo lisokret bez jednej łapki – nie zawsze te maskotki są piękne (jak stworzenia w naturze), ale zawsze okazują się interesujące. Lubię niedopowiedzeniai w szyciu, i w życiu! (śmiech)