Miłością do dziergania zaraziła mnie, a wcześniej moją mamę, babcia Anna. Odkąd pamiętam, robiła szydełkiem praktycznie wszystko – od malutkich ubranek dla lalek z czasów mojego dzieciństwa, przez dywany, firanki, wazoniki, po ogromne kolorowe koce na kanapy. Mama robi na drutach (najchętniej przepiękne swetry), czego nauczyła również mnie. Choć początkowo dzierganie nie wychodziło mi zbyt dobrze, a mama nieraz pruła moją robótkę, obecnie potrzebuję minimum godziny dziennie na relaks z drutami w rękach. Od rękodzieła uzależniona jest najbardziej babcia, która pójdzie spać dopiero, jeśli powstanie przynajmniej jedno dzieło. (śmiech) Można śmiało powiedzieć, że rzeczy ręcznie robione są naszą rodzinną pasją i tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie – i to nie tylko wśród kobiet. Mężczyźni, mąż Mateusz i tata Wojtek, choć fascynują się głównie piłką nożną, również mają smykałkę do tworzenia. Dowodem na to są np. wykonane przez tatę lustro w stylu teatralnym i lampa z gałęzi oplecionej sznurami czy odrestaurowane przez Mateusza krzesła przywiezione aż z Beskidów.

Wreszcie u siebie

Choć jesteśmy rok po ślubie, nasz związek ma długi staż. Przez lata tułania się po wynajmowanych mieszkaniach marzyliśmi, żeby wreszcie zamieszkać we własnym, w którym będziemy mogli
w pełni wyrazić swoje dusze. I udało się! Urządziliśmy się szybko, bo wszystko dokładnie zaplanowaliśmy, zamówiliśmy z wyprzedzeniem. Od dawna dokładnie  wiedzieliśmy, jak ma wyglądać nasza
oaza spokoju, miłości i relaksu.