Wiele osób w internecie zna mnie pod pseudonimem Jarecka. Wziął się on od imienia męża. Gdy w 2012 roku założyłam blog, narodziła się konieczność posiadania artystycznego alter ego. Wolałam też pisać w trzeciej osobie niż w pierwszej. Blog miał być miejscem prezentacji szydełkowych wytworów. Marzyłam, by móc zrezygnować z pracy i zająć się rodziną. Jednak blog stał się bardziej miejscem odpoczynku niż pracy…

Deszcz, który koi

Właśnie się przeprowadziliśmy, a ja w ciąży z trzecią córką trafiłam do szpitala na kilka tygodni. Janeczka urodziła się jako wcześniak, została na oddziale, dom był nieurządzony,ze ścianami w koszmarnych kolorach. W krótkich chwilach relaksu padałam na łóżko i słyszałam deszcz dzwoniący o daszek pod oknem sypialni. Dźwięk uspokajał, zachęcał do marzeń, ale też zagrzewał do działania. Blog Deszczowy dom (Laaacia.blogspot.com) stał się miejscem ukojenia oraz ucieczki od rutyny. Mój mąż, świetny przyjaciel i partner, zachęcał mnie do rozwijania i bloga, i działalności. Tak powstały profile na Facebooku oraz Instagramie pod nazwą Deszczowy dom. Od 15 lat żyjemy w wynajmowanych mieszkaniach i domach, a ten ostatni jest dla nas idealny. Na piętrze każde dziecko ma swój pokój, a my – sypialnię, w której za ścianką mieści się pracownia. Na dole jest strefa wspólna z kuchnią i salonem.

Ten dom urządza się sam

Wnętrza pomalował na biało mój nieoceniony teść, a my wyposażyliśmy je meblami upolowanymi w internecie i komisach meblowych. Śląski kredens (kupiony za 100 zł!) godzinami szlifowaliśmy i
malowaliśmy z Jarkiem. Do niego dokupiłam półkę z szufladkami. Pod okno dostawiłam drewniany pomocnik – to zdekompletowana toaletka, prezent od przyjaciół. Najważniejszy jest jednak stół, który
po rozłożeniu ma 4 m długości! Siostry męża i moje też mają duże rodziny, a przy nim wszyscy się mieścimy…