Moją przygodę z szyciem zawdzięczam córce. Jestem wybredna. Gdy Karolina pojawiła się na świecie, nie byłam zachwycona zabawkami, które można
było kupić w sklepach. Na szczęście jako absolwentka wzornictwa przemysłowego na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych umiałam projektować, malować i myśleć przestrzennie. Dobrze pamiętam, jak znudzona kolejną zmianą pieluchy usiadłam w nocy i zszyłam za małą już parę rajstop córki, a potem wypchałam ją zwykłą watą. Tak powstała pierwsza niedokończona szmacianka – korpusik bez oczu. Ale radość Karoliny o poranku była ogromna! A moje prowizoryczne „dzieło” urosło w jej oczach do rangi ważnego przedmiotu do kochania i przytulania. Zachęcona jej reakcją kolejnej nocy dokończyłam szycie i wyszła z tego całkiem zabawna autorska laleczka. (śmiech) I tak się zaczęło. Noce były nieprzespane, ale kto by tam spał, jak rano można sprawić dziecku radość. To mnie motywowało do działania. Tak powstały: pies, kot, małpka, lis oraz królik. I to właśnie króliki skradły serca moje i mojej córki, a potem jej koleżanek. Kolejne dziewczynki zamawiały je w ramach prezentów na urodziny. I tak jest zresztą do dziś.  

Jak druga rodzina

Są to zazwyczaj pojedyncze egzemplarze, bo nudzi mnie powracanie do tego samego projektu. Bawię się też ich ubieraniem. To jak tworzenie modowej
kolekcji! Lubię łączyć stare i nowe tkaniny, różne wzory i kolory. Tak powstają swetry, płaszcze, sukienki, koszule, a nawet – torebki i ozdoby do...
uszu. Każdy z królików ma też zawsze sesję zdjęciową, bo hobbystycznie zajmuję się również fotografią. Naszą króliczą rodzinę nazwałam KIC KIC. Z
czasem zaprojektowałam logo i założyłam stronę internetową (Kickic.com.pl) mając nadzieję, że moja pasja może przerodzić się z czasem w biznes. Potem
powstał też magazyn dla dzieci i rodziców „KIC Arte” (dostępny online). Wierzę, że to zadziała. I chyba już działa, skoro króliki goszczą na łamach
Mojego Mieszkania!