Od dzieciństwa starałam się „coś robić”. W szkole podstawowej zafascynowały mnie zajęcia praktyczno-techniczne i pod ich wpływem zaczęłam szyć piórniki, torebki, kosmetyczki, haftowałam, próbowałam sił w dzierganiu. Moja pierwsza uszyta lalka nie odznaczała się wybitną urodą, była raczej karykaturą. Nie zniechęciłam się jednak. Szyłam dalej, czując, że mogę się doskonalić, jedynie ćwicząc. I tak samo postępowałam z innymi formami rękodzieła. Wiele rzeczy mnie interesuje, ale serce i duszę oddałam szyciu! Odkryłam, że największą radość sprawia mi tworzenie dla dzieci. Powstają więc zabawki, poduszki, pościele, literki, pledy i mnóstwo innych tekstyliów, praktycznych i dekoracyjnych.


Jestem uzależniona od…


… zakupów „szyciowych”. Kolorowe tkaniny, guziczki, kokardki, dodatki – nie mogę się im oprzeć! Od razu rusza wyobraźnia i zastanawiam się, jak będą wyglądały uszyte z ich wykorzystaniem tekstylia. Cieszę się z każdej kupionej rzeczy, a zwłaszcza z tej „zdobytej cudem”, tak jak było w przypadku kupna ostatniego pół metra białej tkaniny w kolorowe grochy. Ale ze względu na mały metraż mieszkania muszę się ograniczać, bo puszczając wodze fantazji, musiałabym spać na balkonie! Co jakiś czas robię wielkie sprzątanie i wynoszę worki resztek, z których już nic nie da się zrobić. Ostatnio było tego tyle, że sąsiadka zapytała, czy się wyprowadzam!


Praca dodatkowa


Szycie to także dla mnie możliwość dorobienia do etatu i to z wielką frajdą. Założyłam firmę Sentimental Living i blog Sentimental-living.blogspot.com (dzięki niemu trafiłam już na łamy Numeru Specjalnego MM). Oferuję zabawki i tekstylia dla dzieci, szyję na zamówienie. Inspiracje czerpię z sieci, ale staram się dodawać coś od siebie. W każdą rzecz wkładam serce, by była efektowna i starannie wykonana. Uwielbiam szycie i lubię się doskonalić – przecież trening czyni mistrza, prawda?