Moje pierwsze pierniczki powstały zaledwie trzy lata temu, spontanicznie, bez przygotowania, gdyż w moim rodzinnym domu nie było tradycji ich pieczenia. Gdy wyjęłam gorącą blachę z pieca, uznałam, że bez dekoracji ciasteczka wyglądają dość smutno. Szybko ukręciłam lukier z białka, cukru pudru i wody i zabrałam się za ozdabianie. Skończyłam grubo po północy, ale gdy spojrzałam na pierwszą partię swoich gwiazdek, domków i serduszek, nieśmiało stwierdziłam, że całkiem nieźle mi poszło.

Proces twórczy

Wzory najczęściej tworzę sama. Inspirują mnie koronka na obrusie, bukiet kwiatów, ukochany miś mojego synka. Spod mojej ręki wychodzą całe zastępy zwierzaków, fantazyjnie zdobione kwiaty i serduszka, a także sukienki, filiżanki i... samochody. Do wycinania ciasteczek najczęściej używam foremek, ale zdarza się, że gdy brakuje mi określonego kształtu, biorę do ręki nóż i sama go wycinam. Zdobienia wykonuję za pomocą wielorakich posypek. Czasem dla urozmaicenia sięgam po barwniki spożywcze oraz cienki pędzelek. Maluję wtedy wianki, twarzyczki, a nawet całe postaci. Pierniczki nie wymagają specjalnego traktowania. Najczęściej przechowuję je w temperaturze pokojowej, w szczelnie zamkniętym pojemniku.

 Masowa produkcja

Zazwyczaj tworzę ciasteczka w hurtowych ilościach. Szykując daną partię, zawsze biorę pod uwagę to, by móc obdarować nią najbliższych. Ostatnio coraz częściej otrzymuję prośby o przygotowanie okolicznościowych ciasteczek, często traktowanych jako wieloletnia dekoracja – nie tylko z okazji świąt Bożego Narodzenia, lecz także na roczek, chrzciny lub w prezencie ślubnym. Na razie pierniczki są moją pasją. Nowe wzory chętnie pokazuję na Instagramie (@youdytad) oraz na Facebooku (Make&Bake). I już marzę o tym, by jak najszybciej udało mi się przekuć tę pasję w zawód.