Moje MieszkaniMoje Mieszkanie 07/2013e 07/2013

– Moja przygoda z szydełkiem i włóczką rozpoczęła się dawno, dzięki mamie męża – mówi Agnieszka Sieniarska-Kłak ze Zduńskiej Woli. – To ona pokazała mi ściegi, pod jej okiem zrobiłam pierwsze „dzieło” – woreczek na drobiazgi. Musiało minąć jednak kilka lat, aby moja dłoń na dobre zaprzyjaźniła się z szydełkiem. I kolejnych kilka, by powstała pracownia Cotton Art Wood, w której tworzę rzeczy głównie z bawełny i drewna.

Po nitce do kłębka

Zaraz po studiach (skończyłam stosunki międzynarodowe) zamieszkaliśmy z mężem Robertem za granicą. Jednak deszczowy klimat po dwóch latach sprowadził nas do kraju i podczas pierwszej ciąży zabrałam się „w pełnym wymiarze” za szydełkowanie. Powstały niezliczone buciki, a także narzutka – przeznaczone dla córki Amelki. Rok później, oczekując Antosia, zabrałam się za odnawianie starych mebli! Zgłębiałam renowację, techniki malowania, decoupage. Potem przyszła kolej na scrapbooking. Choć byłam tym pochłonięta, traktowałam to jako hobby. Przełomowym momentem okazała się przeprowadzka do Krakowa. Tam ostatecznie przekonałam się o swoim artystycznym zacięciu. Zaczęłam prowadzić blog Lawendowy Kredens, tam umieszczałam zdjęcia i opisy wcześniejszych i bieżących prac. Blogowa „działalność redaktorska” nauczyła mnie systematyczności i pracowitości. Po paru miesiącach dostałam pierwsze zamówienie, nawiązałam współpracę z firmami, zajęłam się aranżacją kawiarni, zaczęłam umieszczać swoje prace w galeriach.

Sztuka cierpliwości

W końcu uwierzyłam, że moja pasja może się stać sposobem na życie. Dzięki licznym pozytywnym opiniom zyskiwałam pewność siebie, a z racji usamodzielnienia się moich przedszkolaków – więcej czasu. Marzyłam o pracowni, wiedziałam, że kiedyś będę ją miała. Tymczasem w wynajmowanych kolejno mieszkaniach było za mało miejsca. Nasz wędrowny tryb życia miał swoje plusy: musiałam się sprawdzić jako dekoratorka wnętrz. W końcu jednak postanowiliśmy wrócić do Zduńskiej Woli. Wreszcie własny dom! Mogliśmy poszaleć nie tylko z kolorem ścian, jak to bywało „u kogoś”, lecz także przebudować to i owo! Tak jak w poprzednich naszych siedzibach, urządziliśmy się w duchu skandynawskim, lekko dopieszczonym klimatem rustykalnym. Większość mebli pochodzi z IKEA, ale każdy jakoś przerobiłam, zmieniłam, aby uciec od sieciowej standaryzacji. Kupując mebel, czy to w sklepie, czy na targach staroci, nie patrzę na niego pod kątem aktualnego wyglądu, tylko zastanawiam się, co można z nim zrobić. Bardzo się cieszę, że mam wreszcie wymarzoną pracownię. Powstała w największym pokoju w domu. Tu pomieściłam się z materiałami, przyborami, akcesoriami. Mogę wykonywać nawet kilka zleceń jednocześnie i wreszcie nikomu nie przeszkadzają porozrzucane deski, włóczki i tkaniny!

Weź udział w konkursie

Jeśli głosujesz, możesz także pozostawić swój komentarz z uzasadnieniem wyboru. Najlepsze wypowiedzi nagrodzimy! Uwaga, nie zapomnij się zarejestrować - formularz rejestracji.

Sprawdź szczegóły konkursu