Pochodzę z Mazur, męża Dariusza poznałam na studiach w Bydgoszczy, a mieszkamy od wielu lat w Sulechowie, rodzinnym mieście Darka. To dobre miejsce do życia, piękna okolica, mili ludzie, ale w głębi serca zawsze będę tęsknić za Mazurami i nigdy nie mam dość wyjazdów w tamte strony.  

To los tak chciał

Nasza kamienica znajduje się na najładniejszej uliczce w mieście. Pamiętam, że przychodziłam tu na spacery z synkiem (dziś już 22-letnim) i często spoglądałam w ciemne okna pustego lokalu na piętrze. Wszystkim znajomym mówiłam, żartując, że kiedyś będzie nasz. Choć nigdy w nim nie byłam, nie znałam jego metrażu, rozkładu itp., czułam, że coś mnie z nim wiąże. W wyobraźni dopasowywałam owo mieszkanie do nas, a raczej nas do tego mieszkania! I los sprawił, że prawie 20 lat później staliśmy się jego właścicielami! Remont wymagał od nas wiele cierpliwości i siły, ale już urządzanie było samą przyjemnością. Darek zostawił mi wolną rękę. I wtedy w pełni rozkwitła moja pasja dekoratorska, a także uaktywniły się inne – od szycia, malowania, po tworzenie czegoś z niczego i przerabianie ze starego na nowe. Chciałam, żeby ten dom różnił się od poprzedniego i… od innych znanych mi. Stąd też np. wzięły się intensywne kolory ścian (Tikkurila, w salonie kolor L442, w kuchni M325, w sypialni Y325), bo obecnie tak popularne są białe! Teraz też modne są podłogi bielone albo szarawe, a my wybraliśmy panele Hikora Azteca (Classen) – właściwie pomógł w tym mój tata. Pierwotnie miałam ochotę na czarną podłogę, lecz gdy tata pokazał ten odcień, od razu mi przypadł do serca! Dodam jeszcze, że część dekoracji wyszła, oczywiście, spod mojej ręki. To wielka przyjemność tak dopieszczać dom – uwielbiam to!