Moja galeria Ma Maison powstała z pasji do dekoracji wnętrz i miłości do historii. Mieści się ona w 160-letniej chacie moich dziadków, odnowionej wysiłkiem męża i rodziców (m.in. Bartek odtworzył ganek na wzór zniszczonego, a tata pomalował elewację, wyremontował wnętrze). Mama zajmowała się naszym 3-letnim Kajtkiem, więc mogłam brać udział w pracach (m.in. pokryłam ściany wzorem za pomocą wałka malarskiego, przygotowywałam meble na wyposażenie wnętrz). Galeria to nasze wspólne dzieło, lecz ja byłam siłą napędową. Od dziecka bowiem miałam słabość do historii, dawnych sprzętów, targów staroci oraz domu dziadków. Z wypiekami poznawałam go od podszewki i odnawiałam odkrywane skarby przeszłości.  

Kierunek - romantyczność

Skończyłam historię na Uniwersytecie Toruńskim, założyłam rodzinę. Oczywiście  zamieszkaliśmy w Złotorii – śmiejemy się, że to nasza rodzinna wieś (dawna flisacka), bo żyją tu dziadkowie, rodzice, ciotki, wujowie, kuzyni. Kocham to miejsce! Za płotem mamy most z XIX wieku, niedaleko – skansen i ruiny zamku. Nic więc dziwnego, że z pasją ożywiam przeszłość, dając starociom nowe życie. O Rachel Ashwell, twórczyni techniki shabby chic, słyszałam dawno i zachwyciła mnie jej wizja wnętrz. Stare sprzęty z duszą w bieli i pastelach, zniszczone zębem czasu, skradły mi serce. Gdy więc przyszło urządzać dom, który dostaliśmy od rodziców, wybór aranżacji był jasny. Zaczęłam przerabiać meble, a swoje poczynania opisywałam na blogu Malwinamaison.blogspot.com, potem wpadłam na pomysł założenia galerii, by pasję zamienić w profesję.
Ale słaba ze mnie profesjonalistka, bo gdy z czułością i starannością odnowię mebelek, to potem ciężko mi go oddać klientowi!