Miłością do krosna zaraziłam się od mamy, która tkaniem gobelinów zajmowała się zawodowo. Jej pracownia znajdowała się w naszym rodzinnym domu. Mama tkała od rana do wieczora, a ja godzinami przesiadywałam na jej kolanach, przyglądając się jej twórczej pracy. Gdy miałam sześć lat, dostałam do ręki pamiątkową ramę tkacką, niegdyś należącą do mamy, i pod jej czujnym okiem rozpoczęłam fascynującą przygodę z krosnem. Bardzo dobrze pamiętam pierwszy utkany przeze mnie kilim – przedstawiał prosty obrazek – sarenkę oraz kilka drzew. Do dziś czuję sentyment do podobnych retro motywów, jednak od dawna świadomie unikam wzorów – na co dzień wolę subtelną grę splotów, faktur i kolorów. Stawiam na barwy ziemi oraz naturalne materiały. Są ponadczasowe i świetnie się sprawdzają w każdym wnętrzu, a to dla mnie bardzo ważne – wszak moje kilimy trafiają do różnych domów.