MM nr 11/2014 - Renata Gołaszewska-Adamczyk: Okruchy dzieciństwa

2015-02-11 16:22

Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam bawić się lalkami – wspomina Renata Gołaszewska-Adamczyk. – I nie wyrosłam z tego! Ale cieszę się, bo z tej miłości narodziła się prawdziwa pasja, a wraz z nią moje autorskie lalki Pocieszanki.

Najpierw ukończyłam studia pedagogiczno-plastyczne, potem, z miłości do teatru, szkołę charakteryzacji. Kilka lat pracowałam jako terapeutka zajęciowa z niepełnosprawnymi. Byłam jedną z inicjatorek akcji ,,Zaczarowana podróż” – wykorzystując wiedzę z zakresu charakteryzacji, współtworzyłam z uczestnikami ich wymarzony, zaczarowany świat. Dokumentacją całego przedsięwzięcia zajmował się Grzegorz Adamczyk, który niedługo potem został moim mężem. Nasza zaczarowana podróż trwa do dzisiaj…

Twórcze spełnienie

Kiedy przerwałam pracę i zajęłam się wychowywaniem synów, szukałam ciekawego i twórczego zajęcia tak, by wciąż rozwijać plastyczne pasje. Zajęłam się aranżacją wnętrz w naszym domu, potem przyszedł czas na malowanie porcelany, mebli, robienie ozdób i dekoracyjnych kartek okolicznościowych. Ciągle jednak czegoś mi brakowało… Gdy zbliżał się czas przyjścia na świat naszej córki, poszłam na kurs projektowania lalek zgodnie z pedagogiką waldorfską (są szmaciane, wypełnione naturalnymi materiałami, dość schematyczne, zrobione tak, by dać dziecku szansę na pobudzenie wyobraźni). Pierwszą lalkę, którą uszyłam, sprezentowałam mojej córce. Do dziś Pola jest ukochana zabawką  Hani. To zajęcie dało mi dużo satysfakcji, ale po jakimś czasie zamarzyło mi się coś więcej. Zaczęłam eksperymentować z runem owczym oraz nadawać lalkowym buziom ekspresję i wyrazistość. Okazało się, że rzeźbić można nie tylko w drewnie. Metodą prób i błędów zaczęły powstawać moje autorskie lalki, pokazujące bogactwo emocji, które znajduję m.in. u własnych dzieci. Lalki często mają na twarzy ich grymasy, śmieszne lub zatroskane minki, uśmiechy.   

Rodzinna przystań

Mieszkamy w naszym wymarzonym domu. Od zawsze wiedzieliśmy, że ma on być drewniany. Zwiedziliśmy chyba wszystkie takie domy w okolicy, przejrzeliśmy setki projektów. Zastanawialiśmy się, jak ma wyglądać ten nasz. W końcu się znalazł. Kupiliśmy gotowy projekt, który nieco przerobiliśmy Mąż zmodernizował cały dół – zlikwidował przepierzenia i tym samym otworzył przestrzeń. Dzięki temu na środku domu stoi komin, a przy nim piękny francuski piec, który jest jego sercem i ogrzewa całe 200 metrów kwadratowych naszego azylu. Urządzanie domu to dla mnie wielka przygoda. Byłam niezwykle zaangażowana. Zawsze podobał mi się styl rustykalny, ale aby klimat domu nie wydawał się zbyt ciężki, wprowadziłam akcenty francuskiej prowincji. Inspiracją były magazyny wnętrzarskie, głównie francuskie, ale także miejsca wypełnione secesyjnymi lub prostymi wiejskimi meblami. Dom nadal powstaje, ciągle się zmienia, urządza. Przybywa mebli, zmieniają się dekoracje, np. te na żyrandolu  – zależnie od okoliczności i pór roku…

Zagłosuj i wygraj nagrodę!

Głosując na swoją faworytkę spośród 15 Kobiet z Pasją, pozostw komentarz poniżej artykułu, gdzie w kilku słowach uzasadnisz swój wybór. Najlepsze wypowiedzi nagrodzimy!

Sprawdź szczegóły konkursu!