Ukochane, wyraziste pomarańcze, zielenie, czerwienie, żółcienie, fiolety, turkusy… Nie rozmyte i pastelowe, ale ostre kolory. Pracując nad swoimi wytworami, bawię się tymi barwami. Tak było zawsze. W szarych latach 80. XX wieku szyłam torby ze skrawków, robiłam drewnianą biżuterię, godzinami dziobałam specjalną  igłą i przewlekałam włóczki, tworząc gobeliny. W liceum mówili na mnie „ta w kapciach”, bo chodziłam  w tęczowych gobelinowych kapciochach własnej roboty. Na studiach polonistycznych naszywałam na spódnice aplikacje, szyłam bluzki z chust. Od zawsze otaczam się kolorami – wtedy wiem, że żyję - opowiada Dorota, która dołączyła do naszego Klubu Kobiet z pasją.

Zmarnowaliście dom…

Tak właśnie powiedziała moja ciocia, łapiąc się za głowę, podczas pierwszej wizyty w naszym drewnianym domu, widząc mocne kolory, które w nim królowały. Wybudowaliśmy go w moich rodzinnych stronach. Oboje z mężem jesteśmy humanistami, nauczycielami, mamy tysiące książek, które malowniczo prezentują się na tle barwnych ścian. Gdy 16 lat temu tu się sprowadzaliśmy, nie było łatwo o farbę w intensywnym kolorze. Kupowaliśmy dziesiątki tubek Śnieżki, by nadać białej farbie odpowiednią barwę. Teraz malowanie to dziecinna igraszka. Nasze córki, 13-letnia Sonia i 11-letnia Lena, podzielają nasz zachwyt kolorami.

Sunduk na szczęście

Z każdym rokiem traciłam kolejne godziny pracy w szkole, więc nasza biblioteka na poddaszu powoli przekształcała się w warsztat rękodzielniczy. Gdy po 19 latach straciłam pracę w ogóle – stała się pracownią, bo założyłam firmę! Nazwałam ją Sunduk – na Podlasiu to nazwa kufra posażnego. Kilka lat temu swój sunduk otworzyła moja babcia, a ja zakochałam się w tych skarbach! Stare – utkane przez nią na krosnach – dywaniki, samodziały, lniane ręczniki, a wśród nich wielobarwny bieżnik sprzed ponad 60 lat! Prawdziwe cuda! Pomyślałam więc, że nazwa ta ma dobrą  konotację i energię, poza tym idealnie pasuje do tego, co robię. Możecie się o tym przekonać na moim blogu, Sundukdorotasulzyk.blogspot.com – zapraszam!