Miałam siedem lat, kiedy mama zapisała mnie na zajęcia plastyczne. Tam odkryłam, że lubię malować i nawet mi to wychodzi. Od tamtej pory nie rozstawałm się z pędzlem i farbami, a na studiach malarstwo było moim ulubionym przedmiotem. Najbardziej lubiłam tworzyć portrety – olejami na dużych formatach. Obraz na zdjęciu powyżej (po prawej) pochodzi z mojej ostatniej autorskiej wystawy (mam ich kilka w dorobku). To prezent urodzinowy dla Łukasza. Chwilowo jednak zawiesiłam malowanie na kołku, bo całkowicie mnie pochłonęło projektowanie wnętrz.   

Impuls się opłacał

Założyłam blog Pat-mat.com.pl, gdzie pokazuję, jak tanio urządzić mieszkanie, oraz dzielę się swoimi projektami DIY. Ten blog przyniósł mi też szczęście. W zeszłym roku znajomi oglądając zaaranżowaną przeze mnie naszą loggię, namówili mnie do wzięcia udziału w konkursie „Najpiękniejszy balkon 2017” organizowany przez „Moje Mieszkanie”. Nie wierząc w powodzenie, wysłałam  zgłoszenie ostatniego dnia i – wygrałam! Przybyła do mnie ekipa MM, dostałam główną nagrodę oraz odbyła się sesja zdjęciowa (publikacja w MM 11/17). To była wspaniała przygoda, która mnie uskrzydliła.

Projektuję wnętrza

Obecnie głównie zajmuję się aranżacją wnętrz. Sprawia mi to wielką przyjemność, ale jest jednocześnie wyzwaniem. Teraz kończę wystrój pokoju chłopca, gdzie właśnie wykorzystuję moje malarskie umiejętności. Mianowicie, za pomocą farb, udziecinniam zwykłe białe meble z sieciówki, zmieniając je w ilustracje z bajek i baśni. Wybieram ulubione postaci małego lokatora tak, by
spersonalizować wnętrze, a przede wszystkim sprawić mu wielką radość. Planuję całkowitą zmianę naszej loggi oraz przeobrażenie tarasu mojej mamy (chyba pozazdrościła mi wygranej!). Czuję, że z jej wiedzą na temat roślin zdziałamy bardzo dużo. Oczywiście będę na bieżąco wrzucać zdjęcia na blog.

Głęboka woda

Od dziecka obserwowałam mamę, która wręcz śmigała drutami i szydełkiem. Pierwsze moje wyroby to były czapki i szaliki, potem – skarpetki. Po maturze wpadła mi w ręce holenderska książeczka o tajnikach szydełkowych maskotek. Najbardziej spodobał mi się donut, czyli pączek z dziurką. Zrobiłam go metodą prób i błędów, korzystając z rysunków, bo tekst był dla mnie zagadką. Zawsze
lubiłam rzucać się na głęboką wodę. Zamiast zaczynać od prostych form, od razu robię koronkową serwetkę… Trzymam się tej zasady, tworząc meble i dodatki nowe (ale z wykorzystaniem materiałów z recyklingu) albo dając drugie życie rzeczom starym. Wielką frajdę sprawia mi fakt, że potrafię zrobić coś z niczego oraz urządzić wnętrze niemal za grosze… Moje zainteresowania są szerokie i jeszcze chcę się rozwijać.