Swoją pasję odkryłam dość wcześnie, lecz wiele lat nie czułam się na siłach, by dać jej w pełni wyraz, a zwłaszcza, by wystawić to, co robię, pod ocenę innych. Tworzyłam dla siebie – to dawało mi satysfakcję i radość. Głównie zajmowałam się aranżacją domu. Jego wystrój zmieniałam wraz z dojrzewaniem mojego gustu. 

Własnymi rękoma

Od zawsze kochałam pchle targi, sklepy ze starociami, buszowanie po strychach i piwnicach. Kupuję za grosze lustra, ramy, meble, dekory z drewna i przemalowuję, czasem wręcz łatam. Ale bywa, że tylko przetrę coś woskiem i już może błyszczeć na salonach! Tymi rzeczami stroję dom. Stale też myślę, jak go zmienić, udekorować. W tym dziele pomagają mi mój mąż Tomek i brat Marek (główni autorzy remontu!). Dzięki nim zamieniliśmy zwykły budynek w miejsce romantyczne i pełne tajemniczego uroku. Płytki do przedpokoju to jeden z naszych pierwszych zakupów po ślubie. Marzyły mi się we wzory, w błękitach, szarościach, takie trochę z pałacu, trochę z chaty czarownika. Aby grały główną rolę w aranżacji, reszta rzeczy jest praktycznie biała… Wszędzie też są dekoracje z kwiatów albo tak czy inaczej nawiązujące do przyrody. Jesteśmy z nią związani i jest dla nas ważna.

Myśli różane…

Dla mnie szczególnie romantyczne i pełne wyjątkowego uroku są róże, ale nie te wspaniałe, ciemnoczerwone na kilometrowych łodygach, lecz skromne różyczki rabatowe i pnące o pastelowych kwiatach. Już jako dziecko widziałam oczami wyobraźni wiekową i urokliwą ławeczkę wśród zieleni otoczoną pnącymi różami… Ta wizja przetrwała lata i dała nazwę mojej pracowni i blogowi. Chciałabym, aby Różana Ławeczka była miejscem, w którym kochający przedmioty retro goście mogli znaleźć coś dla siebie…