Dzieje Julii: pasja dziewiarstwa

Studiowała wzornictwo przemysłowe. Ale pracuje w biurze podróży. Artystycznie spełnia się po godzinach. Najpierw wymyśliła wszystko w swoim domu. Teraz przędzie i dzieje, czyli dzierga maszynowo niepowtarzalne sweterki. Gdy potrzeba, to nawet złote pantofelki wyczaruje ze zwykłych półbutów.

Dzieje Julii
Dzieje Julii
Dzieje Julii
Dzieje Julii
Dzieje Julii

Nigdy nie robiłam na drutach. Do tego potrzeba cierpliwości i stoickiego spokoju. A ja jestem z natury niecierpliwa. Jak to się stało, że dziewiarstwo jest moim zawodem i hobby? Przez przypadek. Chciałam być projektantką. Zdałam na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie na wydział wzornictwa. Myślałam, że od razu będę realizować swoje artystyczne wizje. Nic z tego. W programie było najwięcej zajęć z technologii produkcji i materiałoznawstwa. Profesorowie wkrótce mi podziękowali. Jednak nie dałam za wygraną. Przeniosłam się do ASP w Łodzi. Były wolne miejsca na projektowaniu ubioru z dzianiny. Poszłam, nie przeczuwając niczego. I dopiero gdy stanęłam przy maszynie dziewiarskiej, odkryłam siebie na nowo.

Fason swetra nie jest tak ważny, jak wymyślenie nowego splotu

Zafascynowało mnie to, co wcześniej wydawało mi się nieciekawe, czyli technologia. Dzianina, nie dość, że trójwymiarowa, to jeszcze te oczka. Większe, mniejsze… w zależności od tego, czy dziane gęsto, czy rzadko, dają zupełnie inny efekt. Wymuszam na maszynie posłuszeństwo, gdy próbuję nowego splotu. Na początku ona dostawała od tego szału. Nie wiedziałam, co robić. Pomoc nadeszła przez Internet.

Dzianie nauczyło mnie cierpliwości. Dom wykańczałam sama

Panowie budowlańcy zdziwili się, gdy im podziękowaliśmy, zanim zbudowali schody, pomalowali ściany, zainstalowali wyposażenie łazienki. Wszystko to zrobiliśmy sami. Duża w tym zasługa mojego męża, ale cegły w kuchni kładłam własnoręcznie. Jak czarownica w kotle mieszałam kijem farby w puszce. Oklejałam stare meble wytwornymi tkaninami. Przez ten czas maszyna dziewiarska stała bezczynnie na strychu, ale już koniec. Co najważniejsze, zrobione. Wracam do dziania, bo rodzina stoi w kolejce po sweterki.

Zacznij dziać swoje!

Nie trzeba do tego kończyć żadnych kursów. Domowa maszyna dziewiarska to łatwe w obsłudze urządzenie. Kupisz ją w firmie Galeco. Francuska, firmy My Rocks, kosztuje ok. 1200 zł. Może się okazać dobrą inwestycją. Szaliki, czapeczki, narzuty na łóżko, poszewki na poduchy, swetry, sukienki. Wszystko to zrobisz sobie sama. Przędza kosztuje już od 14 zł za kilogram. Ja pracuję na maszynie szwajcarskiej firmy Passap. Niedawno na Allegro widziałam podobny model oferowany za 100 zł.

Ocena: 0
Tekst: Emilia Szostak-Dalmaz Stylizacja: Bożena Kowalewska Zdjęcia: Konrad Kalbarczyk

POLECANE ARTYKUŁY