Nasza rodzina lubi przestrzeń i swobodę. W miarę, jak dzieci rosły, mieszkanie w bloku zaczęło nam doskwierać. Znaleźliśmy piękną działkę i zbudowaliśmy wymarzony dom w położonym w pszczyńskiej puszczy Kobiórze. Jego historia sięga aż XV wieku. Dom chcieliśmy urządzić w bardzo osobisty sposób, nie kierując się żadnym stylem ani modą, bo wolimy, kiedy w przedmiotach i wnętrzach widać człowieka, a nie pieniądze. Pamiątki z domu rodziców i dziadków, stare lustra, ceramikę, zdjęcia, obrazy, nasze własne prace miały tworzyć klimat, który stopniowo uzupełnialiśmy. Początkowo wnętrzarskich perełek szukaliśmy w komisach (stamtąd są m.in. komody i 126-letnie pianino),  ale wkrótce wzięłam sprawy w swoje ręce. Dosłownie.

Atak bakcyla

Przełomem była pierwsza praca, drewniana obudowa biokominka (po lewej) wiszącego na ścianie. Okazało się to tak dobrą zabawą, że od tamtej pory dekorowanie domu małym kosztem, recykling i upcykling to mój konik (pieczenie i gotowanie spadło na drugie miejsce). Droga od pomysłu do realizacji jest u mnie ekspresowa, a energii mam w nadmiarze, więc szybko zapełniam przestrzeń własną twórczością. Jej zakres się powiększa wraz ze zdobywaniem nowych umiejętności i doświadczeń. Zanim coś kupię, upewniam się, czy nie potrafię tego sama zrobić. Mirek pomaga mi przy trudniejszych pracach, zachowuje też stoicki spokój, gdy po powrocie z pracy nie rozpoznaje salonu czy kuchni. Przyjaciółka i siostra przy każdej wizycie tropią zmiany. Porównują kolejne odsłony domu do kolejnych odcinków i sezonów serialu. Co do drugiej pasji, czyli gotowania, uwielbiam przyjmować gości i organizować domowe przyjęcia, na których menu nigdy się nie powtarza. Nałogowo uczestniczę w konkursach kulinarnych. Swoje wyczyny w obu dziedzinach fotografuję i publikuję na Instagramie (@domove_czarymary), gdzie serdecznie zapraszam.