Ubrania zaczęłam szyć jako 12-latka – najpierw w wersji mini, dla lalek. W liceum dostałam od babci upragnioną maszynę do szycia (teraz mam ich kilka) i ruszyła moja przygoda z modą. Już wtedy byłam indywidualistką. Początkowo przerabiałam gotowe ciuszki, ale wkrótce nauczyłam się szyć według własnego projektu. Teraz nie potrzebuję żadnych wykrojów, wystarczą mi pomysł, skrawek materiału, nożyczki i już jest nowa bluzka lub torebka.

Wełniana odskocznia

Po ubraniach przyszedł czas na biżuterię, którą najpierw robiłam przy użyciu szydełka i szklanych koralików, później – z kamieni. Mam ogromną kolekcję bransoletek i naszyjników. Moje ulubione hobby, filcowanie na sucho, odkryłam przypadkiem. Barwne wełniane aplikacje zrobiły na mnie ogromne wrażenie i natychmiast chciałam spróbować swoich sił w tej dziedzinie. Spodobały mi się kominy wykonane tą metodą (później pokażę, na czym polega), ale szybko znalazłam też inne zastosowania.

Od igły do pędzla

Dom moich marzeń to taki, w którym odpoczywam, gdzie jest wygodnie i przytulnie, a najważniejsi są domownicy. Zgodnie ze swoją naturą sama zabrałam się za urządzanie. Pomalowałam wszystkie ściany na szaro. Poświęciłam sporo czasu na wyszukanie odpowiednich mebli w sklepach z antykami. Bardzo podobały mi się ich stylowe kształty, lecz naturalny odcień drewna zaczął mi się szybko wydawać za ciemny. Postanowiłam przerobić je po swojemu. Jedna po drugiej malowałam szafki farbami kredowymi, szlifowałam krzesła, przybijałam tapicerkę. Na szczęście łatwo się nie zniechęcam, lubię się uczyć i jestem wytrwała, bo praca przy meblach jest nieraz żmudna i męcząca. Przynosi jednak tyle satysfakcji, że dołączyłam ją do listy ulubionych zajęć.