Zawsze ceniłem drewno. Jest proste i autentyczne, niczego nie udaje. Podoba mi się jego barwa. Brązy i żółcie to idealna paleta dla mnie. Najsilniejsza fascynacja drewnem pojawiła się, gdy byłem na studiach. Wtedy zaczęły rodzić się w mojej głowie wizje pierwszych projektów. A że miałem szczęście wychowywać się w rodzinie pełnej pomysłowych majsterkowiczów, nie zastanawiałem się w ogóle, czy pewne rzeczy da się zrobić – od razu przechodziłem do poszukiwania rozwiązań.   

 Trudne początki

Pierwszy poważny mebel wykonałem dla mojego
syna. Ta jesionowa komoda stała się dla mnie cenną lekcją stolarki. Sam heblowałem, prostowałem, wycinałem i kleiłem wszystkie elementy. Szybko zorientowałem się, że przy niewielkich gabarytach mojej pracowni nie mogę sobie pozwolić na produkcję mebli. Postawiłem więc na miniaturyzację działań. Któregoś dnia na ekranie komputera mignął mi przed oczami zegarek z drewna. Pomyślałem, dlaczego nie? Wykonanie prototypu poprzedzone było licznymi testami oraz przeszukiwaniem internetu z nadzieją na znalezienie zegarkowego DIY. O ile drewniana obudowa nie stanowiła problemu, zegarmistrzowska część była dla mnie czarną magią.

Praktyka czyni mistrza

Choć przy pierwszym egzemplarzu nie udało mi się uniknąć błędów, z czasem doszedłem do wprawy. A gdy podzieliłem się efektami swojej pracy ze znajomymi, produkcja zegarków ruszyła lawinowo. Pojawiły się nowe projekty. Zacząłem pogłębiać swoją wiedzę z zakresu obróbki drewna, koloryzowania tarczy, grawerunku i malunków. Dziś tworzę zegarki głównie na zamówienie, jestem otwarty na propozycje klientów, ale jednocześnie dbam o to, by moje produkty były spójne z moim poczuciem estetyki. Bo choć zegarki mogą coś symbolizować, to przede wszystkim mają odmierzać czas.