Całe moje szycie

Po mieszkaniu projektantki Joli Szali paradują manekiny w sukniach godnych księżniczek. Z kaszmirów, organdyny, tafty i połyskujących jedwabi. Pociąga ją dekoracyjność. Orientalna i barokowa. Z upodobaniem do przepychu wyczarowuje stroje i urządza dom. Na ręcznych krosnach sama tka niezwykłe torebki i zasłony.

Całe moje szycie
Całe moje szycie
Całe moje szycie
Całe moje szycie
Całe moje szycie

Wprawdzie studiowałam turystykę i hotelarstwo, ale w agencjach podróży zjawiam się wyłącznie jako klientka. Na początku lat 80. otworzyłam w Lublinie galerię ubioru. Pomysł przyszedł jak olśnienie, nie wiem skąd. Może z teatru? Uwielbiałam przedstawienia, ale bardziej od gry aktorów fascynowały mnie kostiumy i scenografia. Gdy dwie współpracujące ze mną plastyczki wyjechały za granicę, pomyślałam - teraz albo nigdy. Trzeba iść za pierwszym impulsem; gdy się za dużo rozmyśla - z zamiarów nic nie wychodzi. Potajemnie zaprojektowałam trzydzieści strojów. Rzuciłam się na szycie i zapomniałam o bożym świecie. Potem przemieszałam moje kreacje z innymi i sprosiłam do galerii koleżanki. Tamtego wieczoru, dumna, sprzedałam anonimowo dwadzieścia pięć z moich „dzieł”. Już wiedziałam, co dalej będę w życiu robić.

Nie moda jest ważna, lecz styl

Mam własny. Ten sam w pracy i w życiu prywatnym. Dlatego klientki zapraszam do miary w swoim domu w Warszawie. Jego orientalny nastrój i buduarowa przytulność zaczarowały już niejedną. I ośmieliły do wybierania odważniejszych kolorów i fasonów. Bo ja w urządzaniu moich wnętrz wcale nie jestem ostrożna. Lubię kontrasty, ale ciepłe i niebanalne. Stłumione czerwienie chętnie łączę z głębokim, czekoladowym brązem i doprawiam złotem. A na dodatek - wspaniale dekorowane lampy, lustra i meble. Wiele pięknych rzeczy przywożę z Turcji i Maroka.

A potem... mieszam kultury

Nałęczowskie ręczne hafty i polskie lny zestawiam ze wschodnim jedwabnym żakardem i kaszmirem. Lubię tradycję, ale lubię też łamać konwencje. Dekoracyjne detale do mieszkania dobieram równie starannie jak do ubrań. Otulam pokoje najlepszej jakości tkaninami, bo takie, nawet długo używane, wyglądają szlachetnie. Pełno więc u mnie firan, zasłon, poduszek. Szyję je własnoręcznie z materiałów, które wcale wnętrzarskimi nie są: z organdyny, tafty, koronki.

Moja namiętność do tkanin jest tak wielka, że tworzę je sama. Wełnę łączę w nich przekornie z tiulem, a jedwabny welur z lnem. Na jednych roi się od aplikacji, naszywek, marszczeń, inne są tkane. Pomysły ściągam z projektowanych przez siebie ubrań. Kotary, jak suknie, podpinam klamrami i guzikami – zawsze wykonanymi ręcznie. I odwrotnie - coś z zasłon może się znaleźć na strojach: udrapowanie dołu sukienki, marszczenie kołnierza lub „rzeźbienie” materiału na rękawie.

W mojej szafie

  • Zdziwiłybyście się, gdybyście do niej zajrzały. Wcale nie jest wypchana strojami. Jednak są one z materiałów bardzo dobrej jakości, porządnie wykończone, z ładnymi podszewkami. To „od spodu”, czego nie widać, jest bardzo ważne dla naszego dobrego samopoczucia
  • „Gór” jest w niej co najmniej trzy razy więcej niż „dołów”. Jeśli masz jedną spódnicę i trzy bluzki, za każdym razem będziesz wyglądać inaczej. Jeśli jest odwrotnie, nikt zmian nie zauważy.
  • Garderobę dobieram stopniowo, nie spiesząc się. Nie kupuj wszystkiego, co ci się w pierwszym momencie spodoba. Dobrze przemyśl, czy to jest naprawdę w twoim stylu.
  • Jeśli chcesz zmienić swój sposób ubierania się, a nie wiesz, jak się do tego zabrać, zacznij od dodatków - torebki, biżuterii. Następnym krokiem niech będzie na przykład zupełnie nowy krój spódnicy. A może zaczniesz nosić częściej bardzo kobiece sukienki? Ja je uwielbiam.
Ocena: 0
Tekst: Emilia Szostak-Dalmaz Zdjęcia: Marcin Czechowicz

POLECANE ARTYKUŁY