Aranżacja wnętrz: dekoracje i koronki

Mila opowiada, że jej dekoracje zajmują tyle miejsca, że mogłaby spokojnie otworzyć sklep. Koronki czy hafty, wszelakiego rodzaju zasłony - mam ich tyle, że zamiast chować w szafach, ozdabiam nimi cały dom. I wciąż mam pomysły co zrobić, żeby aranżacja wnętrz się zmieniała - opowiada właścicielka.

Mila i jej koronki
Mila i jej koronki
Mila i jej koronki
Mila i jej koronki
Mila i jej koronki

Aranżacja wnętrz: piękne rzeczy z przeszłości

Mila ma instynkt i oko myśliwego w polowaniu na rzeczy, które mogą upiększyć jej dom. Aranżacja wnętrz to jej pasja. Nie interesują jej gotowe dekoracje do wnętrz. Woli wykonać je sama z nietypowych materiałów. Wystarczy, że na coś spojrzy, a już wie, co z tego zrobi. Zasłony, hafty, koronki - poszukiwanie pięknych rzeczy z przeszłości stało się moim żywiołem. To było zresztą do przewidzenia.

Zanim wybudowałam dom pod Warszawą, pół życia spędziłam w Paryżu. Tam znalazłam męża i urodziłam córkę. Prawie osiemnaście lat pracowałam w biurze prasowym Louvre des Antiquaires - największego w Europie centrum handlu antykami. Co dzień dotykałam dzieł sztuki, biżuterii i najwspanialszych XVI-wiecznych koronek. To było cudowne. Nic dziwnego, że połknęłam bakcyla.

 

Aranżacja wnętrz: samotnie na okazje

Sklepy z pasmanterią zostawiam w spokoju. Skupiam się na targach staroci, bazarach, sklepach z sukniami ślubnymi (dlaczego nie?), sklepach przemysłowych. To tam znajduję najcenniejsze i najtańsze skarby. W lipcu buszowałam na pchlim targu przy Portes de Vanves w Paryżu - to mój ulubiony. Pewnej  niedzieli wróciłam z zupełnie wyjątkowym łupem za 26 euro (86 zł).

Fajansowy serwis lat 50., porcelanowe filiżanki z początku wieku (nie szkodzi, że bez spodków), sukienka z krepy z lat 40., podstawki do noży i dwie lniane koronki. Japonce grzebiącej bez skutku w starociach pomogłam dopasować pokrywkę do imbryka, a młodej Rosjance oddałam łyżeczki, na które zerkała pożądliwie. Towarzysząca Giorgio Armaniemu dojrzała piękność, z którą projektant kręcił się wśród kramów, odchodziła szczęśliwa z koronkową serwetą za 10 euro.

Aranżacja wnętrz: od znalezienia do przetworzenia

Gdy niczym myśliwy sprawiam swoją zdobycz,ogarnia mnie błogość. Z wypiekami na twarzy wrzucam szmatki do wanny. Piorę, odkażam, wybielam - by ujrzeć, co się kryje pod brudem. A potem pękam z dumy i satysfakcji, że trafiłam, i już widzę w wyobraźni, jak wypięknieje mój dom. Koronki lubię tylko stare, ale nie za ich "babciny" charakter, lecz za urodę. Wykonane ręcznie czy mechanicznie, to po prostu kawałek pięknej roboty. Zmieniając ich przeznaczenie, uwalniam je od skojarzeń ze staroświeckością. Bo według mnie koronka to nie tylko ozdoba do obszywania dekoltu i dołu spódnicy, lecz wyjątkowy przedmiot. Zestawiona z metalem, kamieniem, albo drewnem może wystąpić w całkiem nowej roli.

Jak odświeżyć stare koronki
Moje francuskie koleżanki nie wiedzą, jak robi się krochmal - kupują gotowy, który zasycha nierówno, tworząc plamy. Oto rozwiązanie lepsze i tańsze: Na małą ilość krochmalu bierzemy czubatą łyżeczkę mąki kartoflanej. Rozrabiamy ją w kubku o pojemności ok. 250 ml z odrobiną zimnej wody, mieszamy, dolewając wrzątku. Zalewamy tą miksturą wyprane i wygotowane koronki. Rozcieńczamy ją trochę wodą, aby się nie kleiła. Inaczej koronki zesztywnieją jak blacha. Krochmal utrwala koronki, zwłaszcza te delikatne, zrobione na batyście, i bardzo ułatwia prasowanie.

Ocena: 0
Tekst: Emilia Szostak-Dalmaz Zdjęcia: Marcin Czechowicz

POLECANE ARTYKUŁY