Dom kupiony na rynku wtórnym wymagał remontu. Projekt wnętrz został tak opracowany, by wnętrza domu stały się w pełni funkcjonalne dla dużej rodziny. Inwestorzy potrafili szczerze rozmawiać o swoich potrzebach podczas projektowania wnętrz. W ten sposób powstało „ich własne wnętrza”. Tina i Henrik przyjechali do Polski 20 lat temu. Kilka pierwszych wystarczyło, by pokochali ten kraj jak własny. Mieli już trójkę małych dzieci, gdy postanowili, że pora na dom, z którym cała rodzina będzie mogła się utożsamić. Siedemsetmetrową rezydencję z basenem urządzili eklektycznie i wygodnie.

Aranżacja wnętrz: basen z salonem

Jednorodna stylistycznie aranżacja wnętrz strefy dziennej stworzyła wodno-kanapowy salon. Światło tworzy niezwykle klimatyczny wystrój wnętrz. Z basenu 4x8 m można wejść wprost do salonu. Jednak nie środkiem - jak sugerowałoby zdjęcie wnętrza. To przejście szczelnie zagrodzono szkłem (wentylacja sprawia, że nie ma śladu pary). Wejście jest z prawej strony. Spod trawertynowej posadzki wyjeżdża kurtyna, która zapobiega parowaniu wody, gdy basen jest nieużywany przez dłuższy czas. Po drugiej stronie szyby symetrycznie rozmieszczone filary tworzą oś porządkującą przestrzeń, a do tego wzmacniają ścianę nośną, w której wykuto okno widokowe do salonu. Na genialny pomysł, żeby basen był integralną częścią salonu wpadli architekci wnętrz z Recamière. W projekcie wnętrz basen miał być niejako przedłużeniem strefy dziennej, a nie miejscem odrzuconym na peryferia – z obawy o wilgoć. Tutaj dzieci (a nieraz i dorośli) wybiegają z wody wprost do salonu, zostawiając mokre ślady na trawertynowej podgrzewanej posadzce salonu, kuchni, jadalni, holu.

Projekt wnętrz: lukus i wygoda w rezydencji

Wystrój wnętrz można określić jako styl new romantic. W potężnym holu łączącym trzy kondygnacje dominuje lampa „Artichoke” – ikona duńskiego, a przy tym światowego dizajnu. Jej twórca Poul Henningsen od lat 20. ubiegłego stulecia pracował nad projektem lampy, która miałaby zapewnić najbardziej przyjazny dla oczu rodzaj światła. Ta przypominająca karczoch, produkowana od 1958 r., należy do słynnej serii „PH”. Wydaje się najdoskonalsza - świeci mocno, a przy tym miękko i czule. W jej blasku obrazy i fotografie rodzinne nabierają odcienia sentymentalnej sepii, nawet jeśli są czarno-białe. To światło, nienachalne i klimatyczne, towarzyszy nam wszędzie. Długim korytarzem przechodzimy do kuchni, w której spodziewalibyśmy się klinicznej jasności odbitej w blacie. Znajdujemy kwadratową wyspę opromienioną miodowym blaskiem. Halogeniki umieszczono tylko nad płytą gazową, w niszy wysokiego bocznego mebla. W okolicy jadalni ze zdziwieniem konstatujemy, że większość lamp to atrapy. Kryształowe wisiory służą do ozdoby - zwieńczenia stołu, podkreślenia symetrii (wtedy są podwójne) lub wyznaczenia granicy pomiędzy strefami otwartej części dziennej. W jednym z żyrandoli po wykręceniu żarówek zrobiło się miejsce na świece. Za tapicerowanymi meblami, pomiędzy białymi kolumnami, chłodno niebieszczy się wspomniany basen. Półkoliste zejście do wody obudowane połamanym, niefugowanym trawertynem przyciąga jak magnes. Tina zapala świece i mówi, że najważniejsza jest wygoda. Taką wygodę to my rozumiemy.