UFO na ściernisku

 UFO_07

Szymon Rogiński projekt "UFO_07", 2007 r., format: 110x150 cm liczba kopii: 3+2AP, technika: ink jet print na archiwalnym papierze Hahnemuehle.

Fot. Szymon Rogiński

Fotografuje Polskę po zmroku, wożąc ze sobą agregat prądotwórczy, żeby ją oświetlić. Szymon Rogiński pokazuje nasz krajobraz w nowy sposób.

Fotograf, który ucieka przed komercją w bezludne plenery. Szymon Rogiński to romantyk czy cynik-esteta?

dobre wnętrze: Fotografowanie Polski jest trudne?

Sz.R: Jest bardzo trudne. Między innymi dlatego wybrałem noc. Polska jest krajem chaotycznym, szczególnie w ciągu dnia. Nie ma tu harmonii, nie ma estetyki. Są fotografowie, którzy umieją pokazać Polskę za dnia, ja jednak nie lubię dziennego widoku naszego kraju. Nocą jestem w stanie wyizolować fragmenty, które dają się estetycznie ogarnąć. Jestem przede wszystkim estetą.

dw: Polska jest po prostu brzydka?

Sz.R: Tego bym nie powiedział. Polska jest piękna. Jeżeli natomiast chodzi o zdjęcia - jest trudna.

dw: Czy światło na zdjęciach z twojego ostatniego cyklu "UFO" jest prawdziwe?

Sz.R: "UFO" jest pierwszym cyklem, w którym sam kreuję rzeczywistość. To są już zaplanowane eskapady. Mam agregat prądotwórczy, asystenta. Wybieram miejsca, przygotowuję się. Często ważna jest faza księżyca. Skomplikowana rzecz. To ja tworzę światło, a nie szukam zastanego, tak jak było przy większości landscapów, bo wcześniej niektóre doświetlałem światłami samochodu.

dw: A plenery same się znajdują?

Sz.R: Jadę ich szukać. Żeby popracować, wybieram się na kilkudniowe wypady. Czasem jeżdżę w kółko. W drodze spędzam noce, wieczory, poranki. Jak mi się coś spodoba, zatrzymuję się. W cyklu "UFO" planuję miejsca, robię research.

dw: Dlaczego na twoich zdjęciach nie ma ludzi?

Sz.R.: Ostatnio właśnie się pojawiają! Ale rzeczywiście wolę puste miejsca, szczególnie w pejzażach. Nie lubię reporterskiego klimatu, który nadają ludzie. Nie jest jednak tak, że nie lubię ich fotografować. Myślę, że zdjęcia bez osób często są mocniejsze, więcej mówią o życiu.

dw: Większość artystów wystawy "Efekt czerwonych oczu...", gdzie były pokazywane twoje prace, urodziła się w latach 70. Czy jest jakaś więź pokoleniowo-artystyczna?

Sz.R: Urodziliśmy się jeszcze w czasach komuny i pamiętamy je, co jest bardzo ważnym doświadczeniem. To ciekawe pamiętać tamte czasy, a żyć w tych. Druga rzecz to fakt, że żyjemy w zupełnie nowej rzeczywistości, jeżeli chodzi o rynek fotografii. Jestem jednym z tych, którzy tych zmian doświadczyli, mam na myśli m.in. możliwość pracy dla agencji reklamowych, dla całego przemysłu fotograficznego, czego wcześniej nie było.

dw: Czy coś podoba ci się we współczesnej polskiej fotografii?

Sz.R: Odpowiem pokrętnie: ja aż tak bardzo jej nie kocham. W swojej pracy inspiruję się malarstwem. Jeżeli chodzę na wystawy, to najczęściej jest to malarstwo. Nie mam swojego ulubionego polskiego fotografa.

dw: Spośród Polaków wyróżnia cię to, że według "Lürzer's Archive" - międzynarodowego pisma o reklamie - jesteś jednym z najlepszych fotografów w tej dziedzinie na świecie. \

Sz.R: Żyję z reklamy. Pracuję głównie w Polsce, chociaż zdarzają się też propozycje ze świata. Fotografia jest strasznie drogą dziedziną sztuki i pracy. Żeby się rozwijać, trzeba naprawdę wydawać bardzo duże sumy. Jestem jednym z kilku czołowych polskich fotografów reklamowych. I tyle.

W skrócie:

Szymon Rogiński urodził się w 1975 r. w Gdańsku, mieszka w Warszawie. Uczył się aktorstwa, ale ostatecznie wybrał fotografię. Jeden z najlepszych fotografów w Polsce.Publikował w: "Shots Directory", "Modern Painters", "Common & Senses", "Vogue L'Homes", "Futu". W tym roku swój projekt "UFO" pokazywał w galeriach w Warszawie, Izraelu i Grecji.  www.szymonroginski.com/

Ocena: 0
Tekst: Monika Górska Zdjęcia: Szymon Rogiński

POLECANE ARTYKUŁY