Adrzej Wątorek, współwłaściciel międzynarodowej firmy Floatinghouses.eu, już jako nastolatek konstruował obiekty pływające, najpierw były
to pomosty, potem... unoszące się na wodzie łóżko, wreszcie cały pokój dzienny. Po latach pasja stała się zawodem, a punktem zwrotnym okazała się budowa domu dla Richarda, londyńskiego pisarza  i reportera. Było tak: przyjaciel Andrzeja, przedsiębiorca z Wielkiej Brytanii, zaprosił go do współpracy przy nietypowej inwestycji, Andrzej zaś zwrócił się do kolegi swojego syna, Pawła Dąbrowskiego, utalentowanego studenta architektury z Poznania. Wspólnie doszli do wniosku, że stosowane na Tamizie technologie są przestarzałe (mieszkanie na rzece ma tam długą i, w przeciwieństwie do Polski, nieprzerwaną tradycję), dotyczyło to zwłaszcza budowania pływaków z szybko korodującego w wodzie metalu. Zaczęli więc eksperymentować z nowymi materiałami. Dom został zbudowany, pisarz był nim zachwycony, ale jego twórcy czuli niedosyt. Dwa lata później na Brdzie w Bydgoszczy kołysało się ich nowe „dziecko”, właśnie „Floodule”.

Więcej w marcowym wydaniu Dobre Wnętrze 3/16, tekst Ewa Jagalska, zdjęcia Gosia Góra, stylizacja Olga Strużyna