Dwa żywioły, dwie pracownie. Rzeźbiarz Andrzej Pietrzyk

Ciężka ręka rzeźbiarza chwyta pędzel: smagnięcie kolorem na płótnie jest lekkie jak ślad skrzydła. Andrzej Pietrzyk w swoich dwóch pracowniach w Linzu łączy sprzeczności własnej natury: medytacyjny spokój rzeźbiarza z malarskim temperamentem.

Dwa żywioły, dwie pracownie. Rzeźbiarz Andrzej Pietrzyk
Dwa żywioły, dwie pracownie. Rzeźbiarz Andrzej Pietrzyk
Dwa żywioły, dwie pracownie. Rzeźbiarz Andrzej Pietrzyk
Dwa żywioły, dwie pracownie. Rzeźbiarz Andrzej Pietrzyk
Dwa żywioły, dwie pracownie. Rzeźbiarz Andrzej Pietrzyk

Artystyczne imperium Andrzeja Pietrzyka obejmuje teren dawnej fabryki farb. Dwa postindustrialne budynki: mniejszy, o powierzchni 160 metrów, mieści pracownię rzeźbiarską - 12 m wysokości, rury, wyciągi i instalacje oplatające ściany. Wśród tego surowego otoczenia uderza czyste, niemal antyczne piękno prac artysty: białych gipsowych modeli, klasycznych głów, szkiców do odlewów wypełniających wnętrze.

Andrzej Pietrzyk artysta

Andrzej Pietrzyk zaprasza nas do mieszkania i pracowni znajdujących się w drugim budynku. Skok towarową windą (to ona decyduje o wielkości obrazów: 2,80x2 m – większe się nie zmieszczą), i znajdujemy się na piętrze, którego 750 metrów podzielono między „prywatne apartamenty” a pracownię malarską. Piękna podłoga z polerowanego i patynowanego betonu wyglądającego jak szlachetny stiuk łączy obie części wielofunkcyjnego loftu. Snop światła z wielkiego wschodniego okna wskazuje, że dotarliśmy do części malarskiego atelier. Tu pierwotnie mieścił się fabryczny magazyn. Andrzej Pietrzyk uznany artysta, które prace zdobią domy kolekcjonerów, zostawił cztery kolumny podtrzymujące sklepienie i postanowił nie psuć wielkiej przestrzeni nowymi ścianami. O kolumny opiera największe obrazy, takie jak monumentalny „Feniks”, dzieląc przestrzeń w sposób nieinwazyjny. Większość sprzętów ma tu kółka: stalowy stół ze szklanym blatem do ucierania farb musi jeździć, bo trudno byłoby do niego ciągnąć płótno niemal wielkości „Hołdu Pruskiego” Matejki. Na kółkach jeżdżą też szafy mieszczące zapasy farb i pigmentów oraz te wypełnione rulonami papierów i płócien. W tak wielkiej pracowni wszystko musi być dobrze przemyślane i zorganizowane. Również wizyty miłośników sztuki artysty, kolekcjonerów i klientów. Właśnie z myślą o nich Andrzej Pietrzyk wprowadził do swojego atelier ściany na kółkach, dzięki którym może zaaranżować dowolną przestrzeń ekspozycyjną. - Miewam tu wernisaże nawet na 200 osób - wyjaśnia artysta.

Andrzej Pietrzyk: Cyklu „Dreaming”

Instalacja, na którą składać się będzie 12 podobnych głów. Andrzej Pietrzyk chce je przeznaczyć, jak mówi, „na mały plac w mieście”. Może do Linzu, może do Paryża.

Ocena: 0
Tekst: Katarzyna Rzehak Zdjęcia: Joanna Siedlar

POLECANE ARTYKUŁY