Duży dom urządzony funkcjonalnie i z dbałością o szczegóły

W trzystumetrowym domu pod Warszawą przenikają się nie tylko przestrzenie funkcjonalne, ale także kulturowe. Lekkość orientalnego stylu współgra z zachodnioeuropejską solidnością.

Komfortowy i funkcjonalny dom
Komfortowy i funkcjonalny dom
Komfortowy i funkcjonalny dom
Komfortowy i funkcjonalny dom
Komfortowy i funkcjonalny dom

 

Ładny widok z okna

Dom jest usytuowany na obrzeżu lasu. Od linii drzew posiadłość oddziela płot ze stalowych prętów. Jego konstrukcja zlewa się z zielenią. Siedząc przed kominkiem i spoglądając w tamtą stronę, można odnieść wrażenie, że działka nie ma końca. - Chciałam, żeby krajobraz stał się integralną częścią wnętrza, by światło penetrowało każdy zakątek, podkreślając szlachetność materiałów - wyjaśnia Małgorzata Kurowska. I rzeczywiście - wysokie okna w salonie oraz częściowo przeszklona antresola (taką szklaną podłogę widuje się w centrach handlowych) pozwalają światłu swobodnie płynąć przez dwie kondygnacje, migotać w lakierowanych na wysoki połysk frontach mebli kuchennych, ślizgać się po stalowych balustradach. Kremowa klinkierowa cegła, która wprowadziła nas do wnętrza, zwracając przy tym uwagę na niebywałą wysokość ściany salonu, pojawia się również w tle klatki schodowej - tuż obok bogato usłojonych palisandrowych drzwi, które przedłużone fornirowanymi panelami, tworzą monumentalne abstrakcyjne obrazy.

Łącznikiem pomiędzy osobnym i wspólnym byłyby ażurowe schody zstępujące z sypialnianego poddasza w samo serce domu, czyli do salonu z kominkiem. Le Corbusiera zachwyciła klarowność przestrzeni, której doświadczył w celi benedyktyńskiego mnicha. Z tego zachwytu zrodził się w 1925 r. słynny Pavillon de l'Esprit Nouveau - surowy jednoprzestrzenny dom z antresolą i loggią. Projekt wnętrza stworzony przez Małgorzatę Kurowską nie jest aż tak awangardowy. Sam budynek ma zresztą tradycyjnie skośny dach i urozmaconą linię okien. Ale też nie o kopię rewolucyjnego projektu tutaj chodziło, tylko właśnie o tę podpowiedzianą przez francuskiego architekta-wizjonera klarowną przestrzeń.

Projekt wnętrz

Do biura architekt Małgorzaty Kurowskiej Christian wstąpił niby przypadkiem. Projektantka wnętrz wspomina, że jej klient był wówczas zainteresowany jedynie wizualizacją, czyli komputerowym obrazem wnętrza. Rozmowa była konkretna i Kurowska, która za Le Corbusierem powtarza, że dom jest maszyną do mieszkania, umówiła się na zaprojektowanie przestrzeni w pełni funkcjonalnej - w połowie otwartej, w połowie zamkniętej. Strefa dzienna, integrująca domowników, miała być wolna od barier.

Młody adwokat przeprowadził się z Niemiec do Polski na próbę. Gdy się powiodło zbudowała dla siebie, żony Polki i dwójki dzieci trzystumetrowy dom pod lasem. Projekt wnętrza dopracował, zanim wbito pierwszą łopatę. Pracami kierował z Krakowa.

Komfortowy i przytulny dom

W oknach strefy dziennej nie ma zasłon. Brakuje też rolet. - To, że ktoś widzi, jak siedzę na kanapie przed kominkiem, zupełnie mi nie przeszkadza - stwierdza Christian. Wspomina, że przeszedł przez domową mission impossible, gdy przekonywał wychowaną w sześćdziesięciometrowym osiedlowym mieszkaniu Izę do otwartych przestrzeni i widokowych okien. - Gdy się wprowadziliśmy, wystarczyły dwa tygodnie, by uznała, że pomysł jest dobry - mówi. Iza znakomicie potrafi zadbać o rodzinną atmosferę. To ona pod nieobecność męża zajmuje się domem. - Skończyłam politechnikę, gdy więc zdarza się awaria, na przykład przecieka pralka, włącza mi się inżynier - opowiada. Zanim wezwie serwisanta, sama szuka usterki. Kiedy życie na uboczu aglomeracji przebiega bezawaryjnie, uruchamia laptop i wyszukuje obiecujący przepis na ciasto (ważne są opinie internautów). Gotować nie lubi, ale w wypieki wkłada serce. Pewnie dlatego rodzinne weekendowe śniadania na tarasie przeciągają się do południa. Siedząc na hokerze, przed lekko wysuniętym blatem wyspy kuchennej, gospodyni mówi, że to najpiękniejsze miejsce w domu. Widzi stąd przeciwległe części ogrodu. Potrafi dostrzec wiewiórkę myszkującą w karmniku dla ptaków. - Z wiewiórką się nie lubimy - dodaje. - Latem czytałam książkę, leżąc na trawie blisko poziomek. Zwierzątko zaczęło podjadać owoce, więc zawołałam, że poziomki zasadziłam dla dzieci. Wtedy ona wskoczyła na drzewo i na moją głowę poleciały kawałki kory.

Ocena: 0
Tekst: Piotr Baran Zdjęcia: Marcin Czechowicz

POLECANE ARTYKUŁY