Kilka lat temu, w związku z modą na eksponowanie naturalnego piękna podłogi, odezwały się głosy wieszczące rychłe definitywne zniknięcie dywanów z mieszkań. Część architektów wnętrz uważała, że nie ma sensu zakrywać, choćby nawet częściowo, kosztownych drewnianych czy kamiennych posadzek, bo tworzą one jednorodne wizualnie, efektowne płaszczyzny porządkujące optycznie wnętrze. Z kolei proletariacki beton loftu miał gardzić burżujskim ciepełkiem dywanu. Prognozy jednak nie sprawdziły się: chodniki, kobierce etc. nie straciły popularności, prosperują w najlepsze – i nasze mieszkania dobrze na tym wychodzą, ale pod warunkiem że dywany są odpowiednio dobrane nie tylko do mebli i dodatków, ale też rodzaju podłogi.