Przyjęcie w lofcie powinno być artystowskie i wytrawne. Schematy nie wchodzą w grę. Żadnych grzecznych serwetek i dobrze wyprasowanych obrusów sięgających ziemi. Co najwyżej – nonszalancko zarzucona płachta tkaniny, pełna zagnieceń, czyli dowodów
na leżenie w bieliźniarce już drugi sezon... Asymetria i nierówności mile widziane. Gdyby na takim stole postawić naczynia stricte loftowe, jakieś kamionki z mocnymi śladami użycia, byłoby zbyt zwyczajnie. Ale już stare srebra, nabyte drogą wytrwałych negocjacji i małych machlojek na pchlim targu, odszorowane i dobrze oświetlone, „zrobią” nam szampański stół.

Więcej w nowym wydaniu Dobre Wnętrze.