Wielki stół, a przy nim wszyscy razem: rodzina i przyjaciele. Jedzenie wspaniałe, a atmosfera jeszcze lepsza - wypełniona śmiechem, gwarem rozmów, dająca uczucie bliskości. Na blat pada ciepłe światło lampy albo rozświetlają go płomyki świec blikujące w szkle pucharków i kieliszków, iskrzące się w oczach. Celebrowanie posiłków wcale nie jest przeżytkiem w naszych „fastfoodowych” czasach. To sposób na pielęgnowanie międzyludzkich więzi - i właśnie dlatego potrzebujemy jadalni.

Jadalnia: układ doskonały

- Obecnie coraz rzadziej projektuje się jadalnię jako autonomiczne pomieszczenie - mówi architekt Mikołaj Wierszyłłowski. Najczęściej jadalnia jest połączona z kuchnią albo salonem, ewentualnie z jednym i drugim, stanowiąc integralną część otwartej przestrzeni dziennej. Dobra strona takiego rozwiązania to wygoda. Z daniami nie trzeba daleko chodzić, blat kuchenny lub wyspa (która jednocześnie stanowi granicę dwóch stref: gotowania i jedzenia) w każdej chwili mogą służyć jako tzw. pomocniki do odstawienia dodatkowych talerzy, półmisków z potrawami itd. Wadą otwartej przestrzeni jest pozostawanie kuchennego rozgardiaszu na widoku nawet podczas uroczystych przyjęć.

Więcej już w nowym numerze!