ażdy człowiek nosi w sobie potrzebę malowniczości – napisała kiedyś prof. Ewa Kuryłowicz, naukowy i zawodowy autorytet Anny Lorens, której to stwierdzenie zapadło głęboko w pamięć. – Piękno to dla mnie mądre wyrażanie potrzeb w starannie opracowanych formach, kreowanie przestrzeni i obiektów w taki sposób, by ich użytkownikom żyło się lepiej i łatwej – mówi z kolei sama architektka.

Dodaje, że podobnie jak jej mąż Marek, z którym prowadzi Studio Projektowe Lorens, największą satysfakcję odczuwa wtedy, gdy udaje się jej zidentyfikować i przekuć w realizację nieuświadomione czy nienazwane potrzeby inwestora. Do pracy projektowej podchodzi w sposób holistyczny. – Architektura to profesja wszechstronna. Nasz zawód integruje technologię i sztukę – podkreśla. Fascynuje ją Fondazione Prada w Mediolanie projektu Rema Koolhaasa, dzieło – jak mówi – spójne od urbanistyki po klamkę.

A co inspiruje Annę i Marka Lorens? Zmienność natury, choćby owadów. – Są niezauważalne, gdy siedzą na rozrzeźbionej korze drzewa, ale w czasie lotu ukazują feerię barw. Podobną zmienność można zapisać w architekturze czy w przedmiocie.