Urządzamy
Zimowy spacer: zimowy ogród, kamienica, Stara Ochota, flora i fauna, studio.o.
Zimowy spacer
Iwona Ławecka-Marczewska• 19.11.2009•3 komentarze
zdjęcia: Mariusz Bykowski
stylizacja Eliza Mrozińska
Tagi: zimowy ogród, kamienica, stara ochota, flora i fauna, studio.o., tapeta las, pieńki, biel, kwiaty, lampa kula
W kamienicy na Starej Ochocie ścianę zarósł zagajnik, a wnętrza opanowały zwierzęta. Kwiatom nie wystarczyło wazonów, więc rozsypały się w kuchni. Z florą i fauną na 58 mkw mieszkają Agnieszka i Grzegorz, którzy prowadzą wspólnie pracownię projektową „studio.o.”.
Las wprowadza do wnętrza tapeta „Forest” firmy Cole & Son. W salonowym zagajniku spotykają się meble w różnych stylach, odmienne materiały i faktury. Porowata kora brzozowych pieńków sąsiaduje z gładkim fornirem ławki pod oknem, wypukły roślinny ornament starej rzeźbionej ramy – z pikowaniami sofy „Chance” marki Désirée. Ażurowa kula „upleciona” z cienkich splątanych witek (lampa „Random Light” firmy Moooi) to dizajnerski odpowiednik gałęzi w donicy, która przypomina wydrążony pień. Można ją kupić w pracowni prowadzonej przez właścicieli Agnieszkę Kobus i Grzegorza Goworka (na zdjęciu).
Agnieszka i Grzegorz do niedawna mieli w swoim mieszkaniu własne biuro. Siedzieli biurko w biurko, a na kawę wychodzili do saloniku przy kuchni. W końcu jednak wyprowadzili swoją pracownię projektową do dawnej fabryki koronek przy Burakowskiej i dzięki temu odzyskali salon. Pięćdziesiąt osiem metrów w kamienicy na Starej Ochocie kupili od neohipisów, którzy mieszkali tu bez remontu, w duchu feng shui, w otoczeniu starych mebli. – Już od wejścia czuło się niesamowicie pozytywną energię, dlatego od razu się zdecydowaliśmy – wspomina Agnieszka. – Ale my, w przeciwieństwie do nich, zmieniliśmy bardzo dużo. Ocalała jedna ściana i to tylko dlatego, że była nośna. Zastali wąski korytarz, ciasne pomieszczenia, dużo drzwi. Po remoncie metrów nie przybyło, ale mieszkanie wydaje się teraz dużo większe. To zasługa otwarcia przestrzeni, luster, przeszkleń, błyszczących powierzchni, bieli, światła – sprawdzonych architektonicznych trików. – Projekt powstał na długo przed wprowadzeniem się. Zaplanowałam wszystko prócz salonu – opowiada Agnieszka. – Wciąż nie miałam pomysłu na to wnętrze. Znajomi, którzy nas odwiedzali, byli zaskakiwani kolejnymi wariantami. Ściana, na której jest w tej chwili tapeta z drzewami, była wcześniej pomalowana w kolorze czekolady. Rama lustra z bakłażanowej zmieniła się w białą. Niebawem salon czeka kolejna metamorfoza, bo koncepcja wystroju wciąż nie jest gotowa – Agnieszka lubi eksperymentować. Z podłogi znikną dębowe bielone deski.W wystroju być może pojawią się nowe barwy. Na pewno zostaną drzewa, bo gdy Agnieszka stoi przy tej ścianie i patrzy na jej odbicie w wiszącym naprzeciwko lustrze, czuje się jak na spacerze w ośnieżonym lesie. Wrażenie jest jeszcze silniejsze, gdy pali się górne światło. Ażurowa lampa maluje na suficie cienie, które przypominają rozpostarte gałęzie. Przysiąść można na prawdziwych brzozowych pieńkach przywiezionych na Ochotę z lasu należącego do rodziny Agnieszki. Lustro, które daje złudzenie drugiego szpaleru drzew, jest oprawione w piękną rzeźbioną ramę. Agnieszka ma do niej bardzo emocjonalny stosunek. – Dziesięć lat temu zobaczyłam tę ramę w witrynie sklepu, gdzie wisiała dla dekoracji. Dałam Grześkowi zadanie, żeby ją dla mnie zdobył. Do dzisiaj nie wiem, jak mu się to udało. Salon Grzegorz nazywa ich prywatną, domową chilloutownią. Tutaj spotykają się ze znajomymi, dlatego pozostawili dużo wolnego miejsca. Książki schowali w zamkniętych białymi drzwiami niszach (duży zbiór literatury historycznej, prawniczej i podróżniczej).
Pieńki przyjechały z lasu należącego do taty Agnieszki. Służą jako siedziska albo stoliki. Obok wazon ubrany w torbę ze sklepu Fafarafa – idealny na tulipany. Na podłodze bielone deski dębowe, które właściciele sami przygotowali do położenia we wnętrzu i zaolejowali.
Kącik salonowo-wypoczynkowy, gdzie przysiadł jeleń (który wcześniej mieszkał w AlmiDécor), jest tak naprawdę w holu, tuż za drzwiami wejściowymi, czyli między kuchnią a salonem. Meble firmy SIA właściciele kupili z ekspozycji. W głębi szklane drzwi do sypialni i lustrzane do garderoby. Grzejnik („Charlston”, Zehnder) przypomina stare kaloryfery, jakie Agnieszkę i Grzegorza zachwyciły w nowojorskich kamienicach (obydwoje są zafascynowani tym miastem). Stamtąd pochodzi też pomysł na stalowe włączniki z charakterystycznym pstryczkiem (za świeczkami), z oferty firmy EMC Metal.
Sporo jest tu też siedzisk – typowych i nietypowych, jak zabytkowa indyjska skrzynia lub stojąca pod oknem ławka. Grzegorzowi marzył się przeszklony wykusz z szerokim parapetem do siedzenia. Ławka jest zamiast niego. Przysiadają na niej z poranną kawą. Lubią obserwować, co dzieje się na ulicy. Wiosną nie mogą się napatrzeć na rosnące przed oknem drzewo owocowe, przez dwa tygodnie całe białe.
Łóżko i zabudowa pod oknem są wykonane na zamówienie. Za wezgłowiem okładzina ścienna, którą Agnieszka zrobiła własnoręcznie. Żyrandol (lampa „Biluna” firmy Prandina) jest tu bardziej po to, by dopełniać kompozycję, niż świecić. Ciekawostka: nie ma w nim typowej żarówki, a źródło światła jest niewidoczne.
Blat pod metalową umywalkę (firmy Duravit) i zabudowę stolarz wykonał według projektu właścicieli. Szary tynk strukturalny jest dziełem Agnieszki.
Ławka to ulubione miejsce Czarnego. – Może nie jest to najbardziej wyszukane imię dla psa, ale do niego świetnie pasuje – tłumaczy Agnieszka. Mieszka tu z nimi dużo więcej zwierząt – dzikich i udomowionych. Są łosie (uchwyty w kuchennych pojemniczkach), drewniany koń na kółkach, „Bambi”, czyli komódka wyglądająca jak połowa tułowia małego jelonka, i jeden cały jeleń – dekoracja świąteczna. Specjalnością studia projektowego Agnieszki i Grzegorza jest między innymi dekoratorstwo, a ulubionym tematem aranżacje bożonarodzeniowe, dlatego ta pora roku to dla nich bardzo pracowity czas.Agnieszka lubi plener, dobrze jej się pracuje w otoczeniu zieleni. Jako architekt krajobrazu robi kwiatowe kompozycje nie tylko na własne potrzeby, ale także zawodowo. W tym numerze „Dobrego Wnętrza”, w dziale „Dom rozkwita” (str. 112), prezentujemy jej koncepcję gwiazdkowych stroików. Dom projektanta zawsze jest po trosze jego polem ćwiczeń. Bywa, że meble czy dekoracyjne przedmioty użyte w aranżacjach trafiają ostatecznie pod własny adres. Mieszkanie Agnieszki i Grzegorza to wizytówka stylu „studia.o.”. Ze świątecznymi ozdobami żyją na co dzień. Kwiaty są niemal w każdym wnętrzu. Z braku prawdziwych drzew mają las na tapecie, zamiast zwierząt – figurki. Z jednym wyjątkiem – pies Czarny jest jak najbardziej prawdziwy. Chociaż, gdy rozłoży się na ławce, wygląda jak dekoracja.

moje ulubione
2010-7-16 1:27:27•
asia
niesamowite łączenie stylów. Chyba nigdy by mi się nie znudziło:)
dodaj komentarz
zgłoś post do skasowania














